piątek, 3 listopada 2017

Sprostać oczekiwaniom. Recenzja 2. sezonu "Stranger Things"


 

Fenomen i nieoczekiwana popularność pierwszego sezonu produkcji braci Duffer zbudowały wysokie wymagania względem drugiej odsłony serialu. Co prawda zostały one w większości spełnione, ale do ideału trochę zabrakło.


Stranger Things 2 skupia się w większym stopniu na rozwoju bohaterów i tym, jak poradzili sobie z wydarzeniami w szkole w Hawkins rok wcześniej. Odbiorcom, którzy lubią powolne tempo akcji w produkcjach Netflixa, spodoba się ten powolny proces. Ale widzowie oczekujący, że — jak w pierwszym sezonie — potwór zaatakuje w pierwszym odcinku, a bohaterowie od razu rzucą się do akcji ratunkowej i zacznie się kolejna szaleńcza przygoda, mogą być nieco rozczarowani. Nie oznacza to jednak, że serial drastycznie obniżył poziom, bo są w nim rzeczy niezmiennie dobre.

Tej drużynie nie trzeba innego maga 
Główni bohaterowie spisali się bez zarzutu. Tutaj największe pochwały należą się Jedenastce i szeryfowi Hopperowi (Millie Bobby Brown i David Harbour). Ich wspólne sceny były świetne — także te, w których pękały szyby w oknach i buzowały negatywne emocje. Dosyć zaskakującym duetem okazali się Steve (Joe Keery) i Dustin (Gaten Matarazzo), których akcja poszukiwawcza w połączeniu z wymianą doświadczeń na tematy uczuć i produktów do pielęgnacji włosów, przynosiły wiele frajdy. Harrington chyba ostatecznie pozbył się łatki Króla Liceum, a na końcu nawet stał się świetnym opiekunem i wspólnikiem dla dzieciaków.


W temacie obsady wszystko wydaje się zatem w porządku, tak? Nie do końca. Problem pojawia się przy niektórych nowych postaciach.
Max, jakkolwiek grana przez uroczą Sadie Sink, jest niczym więcej, jak kombinacją wszystkich chłopczyc w historii kina, a do tego dostaje jakieś dwie dobre sceny w całym serialu. Jej brat, Billy (Dacre Montgomery), wydawał się tak samo zbędny, jak był irytujący i ordynarny. Trudno było mu współczuć w chwili słabości, kiedy cały sezon miało się do czynienia ze skończonym palantem. Oby Dufferowie mieli jakiś pomysł na jego postać w kolejnej serii.
Miło było za to zobaczyć Seana Astina w serialu mocno inspirowanym jego własnym filmem (Goonies), do tego w roli przypominającej Sama Gamgee. Trudno równocześnie oprzeć się wrażeniu, że jego postać miała dwa cele w tej historii, a jej los był przesądzony.

Osiem i jedenaście
Świat Stranger Things musi rozszerzać się, czego konsekwencją jest mniej czasu dla bohaterów, których już dobrze znamy i kochamy. Nie będzie, oczywiście, dobrym rozwiązaniem pozostać w Hawkins i przez kolejne sezony skazywać te dzieciaki i roztrzęsioną Joyce Byers na przeżywanie jeszcze raz tej samej potwornej walki. Matka Willa (Winona Ryder) zdecydowanie zasługuje na bardziej rozwinięty wątek, który nie powinien już opierać się tylko na jej strachu o życie młodszego syna.

 
A z drugiej strony ten jeden epizod (Zaginiona siostra), który ów świat poszerzał i przedstawił nam kogoś, kto również ma numer wytatuowany na nadgarstku, był najsłabszą odsłoną serii. Na genezę morderstw dokonywanych przez Ósemkę i jej towarzyszy może składać się mnóstwo rzeczy, o których trudno opowiedzieć w ciągu jednego odcinka. To okazja teraz zmarnowana, ale do odrobienia w kolejnych sezonach.

Trochę smutno, trochę straszno

Stranger Things 2 to cały czas dobra nostalgiczna rozrywka, z utalentowaną obsadą pokazującą nam interesujących bohaterów stawiających czoła przerażającym rzeczom nie z tego świata oraz trudnej rzeczywistości. Tutaj zespół stresu pourazowego nie dotyczył tylko Willa Byersa, a na prawdziwą #sprawiedliwośćdlaBarb, o której Nancy nie będzie musiała milczeć, przyjdzie jeszcze poczekać.


Dostaliśmy sporo humoru, dobrych dialogów, wielowymiarowych postaci, no i miłości do epoki, jej popkulturowych tropów oraz stylu. Scena wypędzenia potwora z ciała Willa przywodziła na myśl Martwe zło albo odcinek Constantine’a, a demopsy siejące spustoszenie w laboratorium przypominały te wszystkie kiczowate horrory sprzed lat.

Nowy sezon odpowiedział na kilka pytań, ale w zamian postawił tuzin nowych. Dlatego, nawet jeżeli druga seria wypadła słabiej niż pierwsza, wszyscy będą na nią czekali.

---

Tekst znaleźć można też na portalu Ostatnia Tawerna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...