wtorek, 10 stycznia 2012

Cancelled, pt 3 - My Name is Earl


Nim na moim horyzoncie pojawił się amerykański Frank Gallagher i "Shameless" (tak, brytyjskiej wersji jeszcze nie oglądałam), ulubionym serialem o amerykańskich złodziejaszkach i pijakach było "My Name is Earl". I tak przez cztery sezony.

Zainteresowałam się pilotowym odcinkiem ze względu na Jasona Lee. Nim zaczął grywać w filmach z komputerowo generowanymi wiewiórkami, występował u Kevina Smitha i tam zawsze przyciągał moją uwagę. Oczywiście, czekoladowych precelków bym od niego nie wzięła, ale na serial z nim w roli głównej skusiłam się od razu.

Earl Hickey jest złodziejem, który mieszka w przyczepie z żoną, która złapała go na ślub po pijaku, będąc w ciąży z kim innym, z jej dziećmi, o które Earl musi zadbać, choć nie są jego, oraz ze swoim młodszym bratem - Randym. Nie utrzymuje kontaktów z rodziną ze względu na swoje złe uczynki, w których wprawiał się już od małego. Czas spędza w podejrzanym lokalu, który serwuje podejrzane jedzenie i, jak sam przyznał w pilocie, kradnie wszystko, co nie jest przymocowane.
Tak przynajmniej wygląda sytuacja do dnia, kiedy wygrywa sto tysięcy dolarów w zdrapce i momentalnie wpada pod rozpędzone auto i trafia do szpitala. Wiadomo, że telewizja wpływa na życie (tu na blogu coś o tym wiemy), to samo zdarzyło się z nafaszerowanym morfiną Earlem. Odkrył karmę i postanowił zmienić swoje życie i zadośćuczynić za wszystkie złe uczynki. I na tym opiera się serial - w każdym odcinku Earl stara się skreślić coś ze swojej listy przewinień, by jego życie stało się lepsze. Od drobnostek - zaczyna oszczędzać energię, bo marnował prąd, zbiera śmieci, bo wcześniej nie przejmował się, że je rozrzucał, po rzeczy większe. Nadrabia każde Boże Narodzenie, które zepsuł swojej żonie i jej dzieciom, oddaje sztuczną nogę jednonogiej dziewczynie, której na dodatek ukradł auto, a nawet oddaje pieniądze z wygranej facetowi, któremu ukradł dziesięć dolarów, za które kupił szczęśliwą zdrapkę.

Dziwnym jest, że panuje w tym serialu najskuteczniejsza karma na świecie.

Klimat ten serial zawdzięcza nie tylko świetnemu pisaniu. Każdy odcinek to inna, równie ciekawa historia. Duży wkład mają tu tez postacie - zarówno pierwszoplanowe, przez regularnie pokazujących się mieszkańców Camden, aż po epizodyczne gościnne występy. Mamy całą gamę gwiazd, które stworzyły w serialu świetne role - Betty White, Juliette Lewis, Timothy Olyphant, Burt Reynolds Christian Slater, Ben Foster, Giovanni Ribisi, Beau Bridges, czy wspomniany wcześniej Silas Weir Mitchell. Jednooki listonosz, Patty dzienna prostytutka, Catalina - sprzątaczka/striptizerka, państwo Hickey oraz Duży i Mały Chubby. Wszyscy tak interesujący, jak tylko to możliwe. Alkoholizm, prostytucja, przestępstwa, hodowla marihuany, usiłowanie morderstwa, sfingowanie własnej śmierci, porwania, afera szpiegowska i ataki prawie terrorystyczne. Nawet programy interwencyjne, kręcone w Camden, w których (dziwnym trafem!) Earl zawsze był podejrzany (szczególnie "Cops" wypada świetnie). Jest w czym wybierać.

Czasami oferują nam mało wyrafinowane żarty i wyśmiewają się z głupoty pokazywanej tu społeczności, a nawet z ich rozbuchanego patriotyzmu, ale wiadomo, że będzie to śmieszyć. Wszystko to okraszone jest świetną narracją Jasona Lee i całą masą retrospekcji. Bo chociaż kibicuje się postępom Earla w przechodzeniu na jasną stronę Mocy, to zawsze miło popatrzeć na to, co robił wcześniej i jak układało się jego życie z Joy. Oraz Randym, śpiącym w samej bieliźnie na kanapie.

A jeśli ktoś jest wielkim fanem rocka klasycznego oraz przy oglądaniu seriali zwraca duża uwagę na soundtrack, to tutaj będzie miał nie lada gratkę. The Doors, The Ramones, The Rolling Stones, Lynyrd Skynyrd, AC/DC czy Eric Clapton. To i jeszcze więcej, pojawia się w tle. Serial ogląda się dzięki temu dwa razy przyjemniej.

Chociaż czwarty sezon nie był już może tak interesujący, jak pierwsze trzy, to zakończył się w taki sposób, że obejrzenie kolejnego byłoby koniecznością. Twórcy zafundowali cliff-hangera pierwsza klasa. Niestety, z powodów finansowych, stacja wycofała się z produkcji. Szkoda, wielka szkoda.

niedziela, 8 stycznia 2012

Poza serialami: Exitmusic

Aleksa Palladino, którą znamy z takich seriali jak Boardwalk Empire czy The Sopranos, wraz ze swoim mężem, próbują sił w przemyśle muzycznym. Tutaj próbka:

Work It, pilot


Jak to szło z "Work It". Gdzieś natknęłam się na krótkie info o nowym serialu ABC, okraszonym zdjęciem promocyjnym, gdzie panowie stoją przy toaletce, a w lustrze ktoś nieudolnie przekleił ich wizerunki po przemianie. Dodatkowo, już po premierze Internrt rozjarzył się do czerwoności od negatywnych opinii. Że nieśmieszny, że mało realny, że dawno nie widzieli czegoś tak złego, że stracili 20 minut życia i już nigdy ich nie odsyzkają. Jako, że należę do tych, co świadomie oglądają "The Room" i mają spore doświadczenie w kategorii "nie odwidzisz tego, co widziane", podjęłam się oglądania.

I, rany boskie, oni wszyscy mieli rację.

Serial ma opowiadać o dwóch bezrobotnych facetach, którzy przebierają się za kobiety, żeby dostać posady w firmie farmaceutycznej. Jeden z nich był kiedyś sprzedawcą samochodów, drugi pracował w tym samym miejscu jako mechanik. Teraz, kiedy niekoniecznie radzą sobie dobrze finansowo, muszą podjąć drastyczne działania i włożyć obciskające majtki i peruki. Wszystko, oczywiście, w tajemnicy przed rodzinami i znajomymi. Wyobrażacie sobie niesamowitą ilość gagów, kiedy dwóch wielkich i barczystych facetów w kieckach będzie wpadało na swoich znajomych albo córkę na mieście i udawało, że ich nie znają? Cha, cha.

Firma pełna kobiet może sprawdza się w "New Girl", ale tam Schmidt nie musi latać w kiecce żeby mieć ciężkie życie. A jeśli już malować się ma w tym serialu jakiś facet, niech to będzie ktoś, kto może w ogóle uchodzić za kobietę. A nie aktor o posturze futbolisty i najbardziej kwadratowej szczęce, jaką widział świat. Dlatego w "Tootsie" to się udało, a tu nie ma prawa. Absolutnie nie. Tom Hanks w "Bossom Buddies" nadawał się lepiej, a też było mu daleko do ideału. Ben Koldyke nie ma w ogóle talentu komediowego, co więcej, wcześniej nie słyszałam o nim nic. Ale filmweb powiedział mi, że był reżyserem i scenarzystą krótkometrażowego filmu "Osama bin Laden: Behind the Madness". No, brzmi idealnie do roli w sitcomie o dwóch drag queens.

Jeśli ten serial ma być sitcomem, to musi być śmieszny. Pierwszy żart pada już w drugiej linijce i nie jest nawet w najmniejszym stopniu zabawny. Potem jest już tylko gorzej, zaczynając od motywu z mini-przyprawami. Nieśmieszny jest fajtłapowaty kolega w czapce z daszkiem (obowiązkowo z nadwagą), nieśmieszna jest nastoletnia córka, a także walnięta koleżanka z nowej pracy, ani druga, która jest suczydłem z brytyjskim akcentem. Chociaż ona nie miała być śmieszna, ale wredna i wzbudzająca lekką antypatię. Tego również nie załapałam. O braku pomysłów na nowe schematy postaci w ogóle nie chcę wspominać. Wszystko to już gdzieś widzieliśmy, chociaż wcześniej nie było tak płasko, jak tutaj.

Strach myśleć, że scenarzystami są Andrew Reich i Ted Cohen, którzy pisywali scenariusze "Przyjaciół", a najmniej trafionego latynoskiego mechanika gra Sucre z "Prison Break". Niedawno zagrał w "Dziennikach zakrapianych rumem", które mam zamiar obejrzeć. Teraz na pewno nie przebrnę przez ten film z poważną miną.

piątek, 6 stycznia 2012

The Vampire Diaries 3x10: The New Deal


New Deal it is. W Mystic Falls nastały nowe czasy, dużo się zmieniło. Nie zmieniło się jednak to, że w centrum wszystkich wydarzeń znajduje się Elena. Co słychać u innych mieszkańców? Tyler Lockowood po zerwaniu z Caroline spędza mnóstwo czasu z Jeremym. Przesiadują w lesie, piją piwo a Tyler chwali się swoimi hybrydowymi zdolnościami. Chłopcy praktycznie się nie rozstają.
Bonnie, która również zmieniła statu związku na "wolna", jest prześladowana przez pewien koszmar - w piwnicy w domu czarownic widzi cztery trumny, kiedy otwiera trumnę ustawioną najdalej, z przerażeniem odkrywa że leży tam sam Klaus. Dziewczyna nie rozumie tego snu, jednak Stefan już niedługo chętnie jej go wyjaśni. Bonnie postanawia wybrać się do domu, który ciągle jej się śni. W piwnicy czeka na nią Stefano. Prosi, a raczej oznajmia czarownicy, że musi mu pomóc ukryć cztery trumny. Jednak nie wiadomo, kto lub co znajduje się w czwartej. Nie da się jej otworzyć.

Elena i Alaric przygotowują obiad, kiedy do domu wpada Jeremy. Elena czekała na niego z rodzicielską rozmową (Jeremiego zwolnili z pracy i opuścił się w nauce) jednak ten oznajmia, że wpadł tylko na chwilę i zaraz wraca do Taylora. Wiadomość o ich nagłej przyjaźni nie cieszy Eleny, przez co kłóci się Jeremym. A on, żeby zrobić siostrze na złość, zaprasza Lockwooda do domu. Alaric pyta chłopaka hybrydę, czym różni się zwykłe zauroczenie od jego stosunku do swojego twórcy. Odpowiedź jest dosyć przerażająca, ponieważ dowiadujemy się, że Tyler wyrwałby sobie serce jeśli Klaus by mu kazał. Wystarczy chwila nieuwagi Eleny i Alarica, a po Tylerze nie ma już śladu, natomiat Jeremy stoi na środku ulicy przed domem i czeka, aż przejedzie go auto. W ostatniej chwili ratuje go Alaric. Okazuje się, że brat Eleny został zauroczony przez swojego nowego przyjaciela. 

Panna Gilbert niedługo później dostaje telefon od Klausa. Plan jest prosty. On odzyskuje trumny, nikt nie ginie. Trumien nie ma, wszyscy dookoła Eleny giną. Tak więc dziewczyna czym prędzej wybiera się do Stefana i błaga go, żeby oddał trumny, bo inaczej Jeremy umrze. Stefan odpowiada, że to nie jego problem, za co dostaje pięknego liścia w swoją wampirzą buźkę. Jeśli chodzi o Jeremiego, to chłopak nie będzie miał spokoju przez cały odcinek. Zdąży jeszcze odrąbać głowę wampirowi-wysłannikowi Klausa, a w międzyczasie wyrzucić swojej siostrze i Alaricowi, że ta cała sytuacja jest kompletnie bez sensu i jedynym wyjściem jest wyjechanie z przeklętego Mystic Falls i ułożenie sobie życia gdzie indziej. Dobrze gada, polać mu!

Ale niee, lepiej siedzieć w miejscowości pełnej wampirów, wilkołaków, czarownic i strach się bać czego jeszcze, gdzie jakimś cudem wszyscy chcą zabić Elenę. Dlatego Jeremy zostaje odesłany do dalekiej rodziny, a Gilbertówna oczywiście zostaje w mieście czekając niewiadomo na co. Na pewno nie był to namiętny pocałunek z Damonem, bo nawet po nim nie spakowała waliz. Taak, panie i panowie. Najbardziej oczekiwany pocałunek Wampirzych Dzienników wreszcie się ziścił! Miliony nastolatek na całym świecie pewnie jeszcze do siebie nie doszło!

Cancelled, pt 2 - Sirens UK


Zakładając, że "Kitchen Confidential" było pierwszą odsłoną mojej małej serii o anulowanych, bądź wstrzymanych, serialach, to "Sirens" będzie numerem dwa. Będzie serialem, który zdążyłyśmy polubić i z którym musiałyśmy rozstać się zbyt wcześnie.

Standardowo, sezon liczył sobie sześć odcinków. Zaczęło się od "Up, Horny, Down", w którym główni bohaterowie zostają odesłanie na spotkanie z terapeutką po nieskutecznej akcji ratowniczej i wykonanym przez jednego z nich masażu na otwartym sercu. Panowie, co się potem okaże charakterystyczne dla nich, wolą swoje własne rozwiązania. Pouczają nowego sanitariusza na temat cyklu, który zdarza się po takim przypadku - poprawa humoru, wzmożone napięcie seksualne, depresja. I wszystko to ma miejsce, bo przytrafia się to nawet nowemu. Nie jest to jedyny motyw, z którym muszą, a raczej wolą, poradzić sobie sami. Jesteśmy świadkami, jak Rachid, nowy w grupie, znajduje swojego pierwszego trupa i jak musi dać sobie radę z tym przeżyciem. I, co ważniejsze, jak słabo mu to wychodzi.

Ale wiadomo, nie tylko o zawałach serca, samobójstwach i rozbitych kolanach tu mowa. Każdy z bohaterów ma swoje osobiste rozterki. Czy to w sprawach zarówno damsko jak i męsko-męskich, problemy z szefem i wyżej wymienioną terapeutką, czy też przez brak kontaktu z ojcem. I problemy ich wszystkich naprawdę chce się oglądać. Szczególnie, że przebywając tyle we trójkę, są w stanie i chcą sobie nawzajem pomagać, choćby nawet w lekko opryskliwy sposób.

Kiedy przypominam sobie inne seriale o służbach publicznych jako takich (straż pożarna także), to niewiele chyba jest takich, w których pokazują, jak ratownicy medyczni robią sobie jaja z przerażonego upalonego nastolatka, albo jak urządzają zawody w tym, kto dłużej utrzyma się na deskorolce w jadącej karetce. Zwykle chodzi w takich serialach o poważne sprawy i bohaterskie akcje, z trzęsieniem ziemi włącznie. A tu okazuje się nagle, że ekipa ratowników medycznych ma częściej do czynienia z pijanymi ludźmi, którzy porozbijali sobie łby, wychodząc z klubu albo z bezdomnymi, którzy stracili po pijaku przytomność pod budynkiem użyteczności publicznej. I niewiele pozostaje ze szlachetności ratowania życia.

Ten, kto oglądał, niech się nie boi - licencja na Stany Zjednoczone została wykupiona przed premierą oryginału. Albo niech się boi - jeśli oglądał ich wersję "Being Human".
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...