Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ABC. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ABC. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 stycznia 2016

Cancelled, pt. 5: Pushing Daisies


Fannibals nadal nie mogą przeżyć skasowania Hannibala (fannibals to nazwa, jaką obrał dla siebie fandom serialu). My na blogu nie jesteśmy zszokowane tą decyzją. A Bryan Fuller tylko wzruszył ramionami i zabrał się za kolejną produkcję - w końcu anulowanie mu seriali weszło w krew szefom niektórych stacji. O najbardziej znanym przykładzie mowa właśnie tutaj.

poniedziałek, 23 marca 2015

Gal would never loose his temper - Galavant, recenzja


Na samą myśl, że mam napisać jakąś opinię o serialu "Galavant", zbiera mi się na ziewanie.

Serial opowiada historię szlachetnego rycerza Galavanta, który usiłuje uratować swoją ukochana z rak okrutnego i bezwzględnego króla Ryszarda, po drodze pomagając też księżniczce z nękanego przez monarchę księstewka. Liczne przygody, wspólne śpiewy i pojedynki sprawiają, że Galavant i Isabella zbliżają się bardzo do siebie (niespodzianka?), a tymczasem w zamku Ryszarda piękna Madalena okazuje się być bardziej Cersei niż Jane Seymour. 


poniedziałek, 7 maja 2012

Zdzira z drugiego piętra czyli Don't trust the bitch in apartment 23



June to spełniona dziewczyna. Ma chłopaka, z którym jest od zawsze, właśnie dostała pracę i super mieszkanie służbowe w Nowym Jorku. Jednak w jeden dzień jej amerykański sen legł w gruzach - firmę zamknięto, a June wylądowała na ulicy. Tak poznaje Chloe (Krysten Ritter). Chloe ma wielkie mieszkanie i szuka współlokatorki. Jednak jak pewnie dużo osób doświadczyło na własnej skórze, kiedy ze sobą zamieszkały, June zdała sobie sprawę że dzieli mieszkanie z potworem. 

Tak więc dziewczyna z dobrego domu, przyjazna dla wszystkich i żyjąca w monogamicznym związku będzie musiała znaleźć nić porozumienia ze złodziejką, oszustką i żyjącą bardzo rozwiąźle imprezowiczką. Największym plusem serialu nie są główne bohaterki, a postacie poboczne. Najlepszym przyjacielem brunetki jest James Van Der Beek, ten James Van Der Beek. Aktorowi należy się ogromny kredyt za dystans do samego siebie. Jego perypetie to głównie walka z duchem Jeziora Marzeń. Tak jak w Episodes na widok Joeya, przepraszam, Matthew LeBlanca ludzie krzyczeli How You Doin?!, tak na widok Van Der Beeka dziewczyny zaczynają śpiewać motyw z Dawsons Creek. James ma duże ambicje, zatrudnia się w szkole aktorskiej, gdzie prowadzi zajęcia o Szekspirze. Jednak kiedy prosi o pytania, jedyne o co pytają studenci to czy to prawda, że Katie Holmes źle całuje.
Uwaga należy się także sąsiadom dziewczyn. Z okna z naprzeciwka zawsze zagląda Eli, który chętnie onanizuje się podczas porannych pogawędek. Natomiast piętro niżej mieszka Robin, była współlokatorka Chloe, nieszczęśliwie w niej zakochana i rozpaczliwie błagająca o drugą szansę. 

W każdym odcinku każda z dziewczyn uczy się czegoś od siebie, June nabiera pewności siebie i asertywności, a Chloe okazuje się być dobrą przyjaciółką, kiedy tego trzeba. Serial lekki, przyjemny i iście amerykański - z morałem na koncu każdego odcinka.

niedziela, 8 stycznia 2012

Work It, pilot


Jak to szło z "Work It". Gdzieś natknęłam się na krótkie info o nowym serialu ABC, okraszonym zdjęciem promocyjnym, gdzie panowie stoją przy toaletce, a w lustrze ktoś nieudolnie przekleił ich wizerunki po przemianie. Dodatkowo, już po premierze Internrt rozjarzył się do czerwoności od negatywnych opinii. Że nieśmieszny, że mało realny, że dawno nie widzieli czegoś tak złego, że stracili 20 minut życia i już nigdy ich nie odsyzkają. Jako, że należę do tych, co świadomie oglądają "The Room" i mają spore doświadczenie w kategorii "nie odwidzisz tego, co widziane", podjęłam się oglądania.

I, rany boskie, oni wszyscy mieli rację.

Serial ma opowiadać o dwóch bezrobotnych facetach, którzy przebierają się za kobiety, żeby dostać posady w firmie farmaceutycznej. Jeden z nich był kiedyś sprzedawcą samochodów, drugi pracował w tym samym miejscu jako mechanik. Teraz, kiedy niekoniecznie radzą sobie dobrze finansowo, muszą podjąć drastyczne działania i włożyć obciskające majtki i peruki. Wszystko, oczywiście, w tajemnicy przed rodzinami i znajomymi. Wyobrażacie sobie niesamowitą ilość gagów, kiedy dwóch wielkich i barczystych facetów w kieckach będzie wpadało na swoich znajomych albo córkę na mieście i udawało, że ich nie znają? Cha, cha.

Firma pełna kobiet może sprawdza się w "New Girl", ale tam Schmidt nie musi latać w kiecce żeby mieć ciężkie życie. A jeśli już malować się ma w tym serialu jakiś facet, niech to będzie ktoś, kto może w ogóle uchodzić za kobietę. A nie aktor o posturze futbolisty i najbardziej kwadratowej szczęce, jaką widział świat. Dlatego w "Tootsie" to się udało, a tu nie ma prawa. Absolutnie nie. Tom Hanks w "Bossom Buddies" nadawał się lepiej, a też było mu daleko do ideału. Ben Koldyke nie ma w ogóle talentu komediowego, co więcej, wcześniej nie słyszałam o nim nic. Ale filmweb powiedział mi, że był reżyserem i scenarzystą krótkometrażowego filmu "Osama bin Laden: Behind the Madness". No, brzmi idealnie do roli w sitcomie o dwóch drag queens.

Jeśli ten serial ma być sitcomem, to musi być śmieszny. Pierwszy żart pada już w drugiej linijce i nie jest nawet w najmniejszym stopniu zabawny. Potem jest już tylko gorzej, zaczynając od motywu z mini-przyprawami. Nieśmieszny jest fajtłapowaty kolega w czapce z daszkiem (obowiązkowo z nadwagą), nieśmieszna jest nastoletnia córka, a także walnięta koleżanka z nowej pracy, ani druga, która jest suczydłem z brytyjskim akcentem. Chociaż ona nie miała być śmieszna, ale wredna i wzbudzająca lekką antypatię. Tego również nie załapałam. O braku pomysłów na nowe schematy postaci w ogóle nie chcę wspominać. Wszystko to już gdzieś widzieliśmy, chociaż wcześniej nie było tak płasko, jak tutaj.

Strach myśleć, że scenarzystami są Andrew Reich i Ted Cohen, którzy pisywali scenariusze "Przyjaciół", a najmniej trafionego latynoskiego mechanika gra Sucre z "Prison Break". Niedawno zagrał w "Dziennikach zakrapianych rumem", które mam zamiar obejrzeć. Teraz na pewno nie przebrnę przez ten film z poważną miną.

piątek, 6 stycznia 2012

Modern Family 3x11: Lifetime Supply


Co jest lepsze od Phila, próbującego zrobić dobre wrażenie na swoim teściu? Phil dramatyzujący z powodu telefonu od lekarza. Jeśli jeszcze dorzucimy do tego kolumbijski omen śmierci w postaci czarnej myszy, mamy najlepszy motyw odcinka.

Przyznaję, że kiedy obejrzałam sobie raz jeszcze odcinek świąteczny, pokrzykiwania Glorii w stylu "el diablo!" wydawały mi się trochę przesadzone, jednak dzisiejszy motyw ze schodami na łące i czarną myszą był bardzo dobry. Wiarygodny w swojej niewiarygodności, że tak powiem. Przeżywała to tak, jak należy i w należyty sposób zarażała tym innych, najbardziej podatnych. Również w poprzednim odcinku Mitchell i Alex mieli wspólne zadanie, związane z choinką. Wtedy właśnie zdali sobie sprawę, jak bardzo podobne mają charaktery. Teraz Mitchell zdał sobie sprawę, że może dzielenie problemów i reakcji na nie z czternastoletnią dziewczyną nie świadczy o nim najlepiej. Ale dobrze wiedzieć, że w tej rodzinie nie tylko Cameron potrafi dramatyzować. Z tą różnicą, że Mitchell robi to w inny sposób. Pritchettowy!

Lubię gościnne występy Benjamina Bratta, bo dobrze wypada jako "tata od święta". Dzięki niemu Jay wychodzi poza swoją zdystansowaną, pełną zgryźliwości bańkę i zaczyna się denerwować bardziej, niż chciałby to kiedykolwiek przyznać. Wiadomo, jedyną osobą, która cieszy się z przyjazdu ojca jest Manny. Gloria nadal pamięta, jaki był podczas małżeństwa (działa to też w drugą stronę, jak zauważyłam), a Jay wolałby, żeby Manny czerpał wzorce z kogo innego. Temu akurat się specjalnie nie dziwię.
Swoją drogą, kiedy myślę o związku Manny i Jay, przypomina mi się dylemat Pritchetta przy wyjeździe do Las Vegas. Chciałby spędzić czas sam na sam z żoną, ale też lubi pocierać głowę Manny'ego na szczęście podczas gry w kasynie. To tak abstrahując od jego troski i przywiązania do chłopaka.

"Modern Family" nadal świetnie trzyma pozom. Ty Burrell udowadnia znowu, że zeszłoroczna Emmy była w pełni zasłużona, podobnie, jak nominacje dla innych.

 Mam tylko nadzieję, że ktoś kupi Philowi więcej maszynek do golenia, żeby biedak nie musiał już drżeć o swoje życie. Nie wiedziałam też, że Dunhpy grają w quidditcha. ;)

wtorek, 27 grudnia 2011

Modern Family 3x10: Express Christmas


Święta minęły, trzeba się zatem zabrać do roboty.
W świecie serialowym też mieliśmy etap bożonarodzeniowy, a wiele seriali jeszcze przed 24 grudnia potraktowało nas swoimi specjalnymi, świątecznymi odcinkami. Wiele seriali komediowych rozprawiło się z tematem już dobre kilka tygodni temu, wliczając w to "Modern Family". I, jak jestem w stanie krótko zaśmiać się nad zblazowaną i cyniczną Max z "2 Broke Girls" w stroju pani Mikołajowej czy nad chłopakami z "New Girl" turlającymi się po kuchni w rolkach, sprezentowanych przez Jess, tak świąteczny odcinek "Modern Family" uważam za jeden z najlepszych ze wszystkich sezonów.

O co mi głównie chodzi? O to, co rodziny Pritchettów i Dunphy robią najlepiej - "chciałem dobrze, wyszło jak zawsze", w otoczeniu świąt Bożego Narodzenia, które chcieli sobie przyspieszyć. O połączenie Camerona z wiecznie zdystansowanym Jay'em, które wypada lepiej niż połączenie Jay'a z Philem (myślałam, że nie będzie to możliwe), który wiecznie walczy o szacunek i uznanie teścia. O Mitchella i jego drobiazgowość, która graniczy z zachowaniami psychotycznymi. No i Phila i kartę baseballową. Najlepsze jest to, że tym razem starają się wszyscy, nawet jeśli wolą nie sprawiać takiego wrażenia (Haley), każdy na swój własny sposób. Ta właśnie różnorodność osobowości i podejścia do życia sprawia, że ogląda się ich z czystą przyjemnością. Obsada to właśnie najmocniejsza strona. Najmocniejsza wśród reszty mocnych aspektów, wiadomo. Brakuje mi trochę wstawek z wywiadami (mam nadzieję, że twórcy powrócą do nich) już niebawem, ale może poświęcono je na rzecz przedświątecznego rozgardiaszu albo sceny, w której Cameron wręcza Jay'owi pełen wspomnień prezent. Chwała prawdziwej drama queen!

Od początku, od pierwszej sceny wiadomo, że to będą trochę wymuszone święta (nie ma to, jak planować kolację świąteczną opalając się nad basenem), jednak to wrażenie nie wykracza poza szklany ekran. Jako widz, nie odczułam tego. Mam nawet wrażenie, że w tym serialu nigdy nic nie będzie dla mnie wymuszone.

A śniegu na koniec to im cholernie zazdroszczę.

czwartek, 8 grudnia 2011

Once Upon a Time 1x01



Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami królewna Śnieżka brała ślub ze swoim ukochanym księciem. Gośćmi na ślubie, oprócz krasnoludków były postaci z innych bajek, wszystkie wzruszone szczęściem młodej pary. Brakowało tylko jednej osoby... taaak, zła królowa nie została zaproszona. Ale jak to z królowymi bywa, na dodatek złymi- nikt im nie będzie mówił, gdzie mogą chodzić, a gdzie nie. No więc zła królowa wpadła na ślub grożąc wszystkim, że rzuci na nich okropną klątwę, przez którą zapomną o wszystkim- kim są i kogo kochają i będą tak żyli w nieskończoność. Jak to bywa ze złymi królowymi, obietnicy dotrzymała.

W drzwiach Emmy Swan, w dniu jej dwudziestych ósmych urodzin, pojawia się dziesięcioletni chłopiec, który oznajmia jej, że jest jej synem którego oddała zaraz po porodzie. Emma z wizyty nie jest specjalnie zadowolona, więc odwozi bachora jak najszybciej do jego domu. Po drodze młody jej tłumaczy, że musi zostać w jego mieście, ponieważ Emma jest jedyną osobą która może pomóc postaciom z bajek odzyskać pamięć, bo, jak się okazuje wszystkie zostały uwięzione w jednej miejscowości.

Tak mniej więcej można opisać fabułę Once Upon a Time, całkiem oryginalnego serialu w jesiennej ramówce. Matką adopcyjną okazuje się być zła królowa, która na dzień dobry proponuje Emmie... cydr jabłkowy :) a w całym domu, na każdym stole możemy zobaczyć piękne miski wypełnione apetycznie wyglądającymi jabłkami. Królewna Śnieżka jest natomiast nauczycielką, którą uwielbiają zwierzęta- fajowa scena w klasie, kiedy Śnieżka trzyma w rękach niebieskiego słowika subtelnie odwołuje się do klasycznej bajki (dobrze, że nie zaczęła śpiewać). Spotykamy też na chwilę Geppetto i dowiadujemy się, że jest nieszczęśliwym człowiekiem, ponieważ nie doczekał się potomka. Koniec końców Emma postanawia zostać "tylko na tydzień". Jestem bardzo ciekawa, w jakich okolicznościach przyjdzie nam poznać inne postaci. Aha, a przygłupawego sługsa złej królowej gra Gus z Breaking Bad (Giancarlo Esposito). Bardzo miło ogląda się go w innej roli.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...