piątek, 6 stycznia 2012

Modern Family 3x11: Lifetime Supply


Co jest lepsze od Phila, próbującego zrobić dobre wrażenie na swoim teściu? Phil dramatyzujący z powodu telefonu od lekarza. Jeśli jeszcze dorzucimy do tego kolumbijski omen śmierci w postaci czarnej myszy, mamy najlepszy motyw odcinka.

Przyznaję, że kiedy obejrzałam sobie raz jeszcze odcinek świąteczny, pokrzykiwania Glorii w stylu "el diablo!" wydawały mi się trochę przesadzone, jednak dzisiejszy motyw ze schodami na łące i czarną myszą był bardzo dobry. Wiarygodny w swojej niewiarygodności, że tak powiem. Przeżywała to tak, jak należy i w należyty sposób zarażała tym innych, najbardziej podatnych. Również w poprzednim odcinku Mitchell i Alex mieli wspólne zadanie, związane z choinką. Wtedy właśnie zdali sobie sprawę, jak bardzo podobne mają charaktery. Teraz Mitchell zdał sobie sprawę, że może dzielenie problemów i reakcji na nie z czternastoletnią dziewczyną nie świadczy o nim najlepiej. Ale dobrze wiedzieć, że w tej rodzinie nie tylko Cameron potrafi dramatyzować. Z tą różnicą, że Mitchell robi to w inny sposób. Pritchettowy!

Lubię gościnne występy Benjamina Bratta, bo dobrze wypada jako "tata od święta". Dzięki niemu Jay wychodzi poza swoją zdystansowaną, pełną zgryźliwości bańkę i zaczyna się denerwować bardziej, niż chciałby to kiedykolwiek przyznać. Wiadomo, jedyną osobą, która cieszy się z przyjazdu ojca jest Manny. Gloria nadal pamięta, jaki był podczas małżeństwa (działa to też w drugą stronę, jak zauważyłam), a Jay wolałby, żeby Manny czerpał wzorce z kogo innego. Temu akurat się specjalnie nie dziwię.
Swoją drogą, kiedy myślę o związku Manny i Jay, przypomina mi się dylemat Pritchetta przy wyjeździe do Las Vegas. Chciałby spędzić czas sam na sam z żoną, ale też lubi pocierać głowę Manny'ego na szczęście podczas gry w kasynie. To tak abstrahując od jego troski i przywiązania do chłopaka.

"Modern Family" nadal świetnie trzyma pozom. Ty Burrell udowadnia znowu, że zeszłoroczna Emmy była w pełni zasłużona, podobnie, jak nominacje dla innych.

 Mam tylko nadzieję, że ktoś kupi Philowi więcej maszynek do golenia, żeby biedak nie musiał już drżeć o swoje życie. Nie wiedziałam też, że Dunhpy grają w quidditcha. ;)

czwartek, 5 stycznia 2012

Pretty Little Liars 2x14


Kłamczuchy powróciły po długiej przerwie. Wszystkie pannice zbierają śmieci w pomarańczowych strojach. Są bardzo sfrustrowane i spięte, przez co coraz częściej się kłócą. Emily staje się najsłabszym ogniwem grupy, nie rozmawia z dziewczynami, a kiedy mijają się na szkolnym korytarzu obdarzają się piorunującymi spojrzeniami. W końcu wyładowuje napięcie wdając się w bójkę ze Spencer. Koniec wielkiej przyjaźni?

Bynajmniej! Dziewuchy uknuły sprytny plan, na który nabrali się wszyscy- od szkolnych znajomych, przez rodziców do A. Tak więc Emily nie musi długo czekać na znak od A., który chce się spotkać i pójść na układ- Ems daje Ej pudełko Alison, w którym podobno znajduje się coś ważnego, a tajemnicza postać daje spokój naszej ulubionej lesbijce. Kolejnej rzeczy której nie wie, mogłoby się zdawać wszechwiedzący A., jest fakt, że w pudełku nie ma kompletnie nic, a całe spotkanie to zasadzka. 

W międzyczasie Ezra postanawia wyznać rodzicom Arii jego prawdziwe intencje wobec ich córki. Rodzice są szczęśliwi ze swojego nowego zięcia i błogosławią związek.
Żartowaaaałam. Są oburzeni, karzą Ezrze się wynosić no i trzymać od Arii jak najdalej.
Caleb wrócił do Rosewood, co nie cieszy specjalnie Lucasa. Nie myślcie jednak, że u Hanny wszystko w porządku. Ojciec, zatroskany jej ostatnim zachowaniem postanawia się przeprowadzić ze swoją nową rodziną do miasteczka kłamczuch. To oznacza, że jej zdzirowata przybrana siostra zostanie jej zdzirowatą koleżanką z ławki. Oj, będzie się działo! 

Powróćmy do planu złapania A.. Oczywiście wszystko idzie nie tak, jak powinno, A. udaje się zbiec. Jednak możemy być już prawie pewni, że to chłopak. Podczas ucieczki zostaje potrącony przez Hannę (karma!), kiedy podnosi się z ziemi i ucieka nie zauważa, że zostawił telefon. Orientuje się dopiero przy swoim aucie, ze wściekłości rozbija boczne lusterko. Sherlockiem to ja nie jestem, ale sugeruję uważnie obserwować w kolejnym odcinku, kto będzie kulał i czyje auto będzie uszkodzone. Mam dziwne wrażenie, że to Lucasa będzie bolała noga...

środa, 4 stycznia 2012

How I Met Your Mother 7x13: Tailgate


Nowy Rok to nowe odcinki ulubionych produkcji, w tym mojego czarnego konia - "How I Met Your Mother". Chociaż mało co przebije odcinek z Robin jako narratorem (narratorką?) i tu żarty lekko oklapły, to nadal uważam, że warto było oglądnąć.

Sylwestrowa noc to dla Robin kolejna porcja stresu, dla Lily i Marshalla kolejna lekcja cierpliwości i zrozumienia siebie nawzajem, a dla Teda kolejne "chciałem dobrze i ambitnie, wyszło jak zawsze". W tym, oczywiście, towarzyszy mu Barney, który ma dodatkowo drugi priorytet - przelecieć kogo się da!

To jeden z takich seriali, który świetnie sobie radzi z retrospekcjami. Często nawet cały odcinek opiera się na minionych wydarzeniach i, tak jak tutaj, nie ma w tym najmniejszego zgrzytu. Wszystko do siebie pasuje i przeplata w odpowiednim tempie. Nawet przerywanie opowieści jest pokazane, kiedy Robin trzykrotnie łomocze do drzwi, bo jakiś facet zagaduje Marshalla o hamburgera. Tym razem wspominki odbywają się na cmentarzu, gdzie Marshall próbuje spędzić trochę czasu ze swoim zmarłym ojcem. Przy piwie, grillu i meczu footballu amerykańskiego, zakłócanego nie tylko przez żałobników z odbywającego się pogrzebu, ale też przez pozostałych braci Eriksen.

Muszę chyba przetasować listę ulubionych charakterów. Na pierwszym miejscu nadal remis, Marshmallow i Lilypad, na drugie miejsce po ostatnim odcinku wskoczyła Robin, którą wcześniej specjalnie się nie przejmowałam. Trzecie miejsce rezerwuję dla Teda, bo chociaż jest nudziarzem, to nie wkurza mnie tak, jak Barney Stinson. Najlepszy Garnitur w Nowym Jorku już pod koniec poprzedniego sezonu wydawał mi się za bardzo na siłę. Wtrącanie wszędzie "przelecę mnóstwo pijanych lasek", jakby zacięła mu się płyta, szarpie moje nerwy szybciej, niż Lily irytowało czytanie na głos "Tajemniczych historii" nienarodzonemu dziecku. Nawet całkiem zgrabnej piosenki o wymarzonym barze, Puzzles, nie ominął, dodając dodatkowo, że zdarzy się to w pokoju Teda. Jeśli można doświadczyć zmęczenia materiałem, to takim materiałem jest pan Stinson. Zaraz obok Hanka Moody'ego i doktora House'a.

Jak każdy odcinek, który ma w sobie coś specjalnego, traktuje o Świętach czy właśnie Sylwestrze i Nowym Roku, ten także ma jakiś morał na koniec. Mówi, że wszyscy możemy zacząć z nową kartą 1 stycznia. Dawno niewidziany ojciec, czy ambitna dziennikarka bez możliwości awansu. Mówi też, że po pijaku ludzie rozmawiają o życiu, filozofii i literaturze, na przykładzie "Ulisessa" Jamesa Joyce'a, kiedy na trzeźwo zdarza im się częściej rzucać głupie żarty i gadać o seksie.

Bag of Bones, pt. 2


To będzie krótki ciąg dalszy, bo stało się tak, jak przewidywałam. Druga część adaptacji powieści Kinga nie przyniosła nic, co mogłoby mnie zaskoczyć, przestraszyć albo wzruszyć. Nie dlatego, że czytałam wcześniej książkę. Wszystko po prostu było mocno przewidywalne i jako takie przedstawione.
Czy duchy w domku letniskowym będą walczyć ze sobą, a Jo będzie chciała w każdy możliwy sposób obronić swojego męża? Tak. Czy ludzie w miasteczku, skrywają mroczne i złowrogie sekrety? Oczywiście, to w końcu King. Czy za klątwę odpowiedzialna jest jedyna czarnoskóra kobieta w całej mini-serii? Nie inaczej. Czy po bardzo rozczarowującym finale i rozprawieniu się z duchem Sary, Mike będzie musiał wrócić do domu, gdzie zostawił Kyrę samą, i zmierzyć się z zasuszoną wariatką, chowającą się za drzwiami? Bingo!

Brakowało mi cały czas bliskości między Noonanem, a Kyrą. Brakowało chemii między nim, a Mattie. W jednej chwili spotyka je na ulicy, w następnej już jest prawie członkiem rodziny, czyta małej bajki na dobranoc, a Mattie bez problemu pokazuje mu fartuszek "kiss the cook". Tylko gdzie jest to, co powinno ich połączyć? Gdzie ten kontakt, jakieś więzi, choćby pięć minut zabawy z dziewczynką? Odbija się to także na scenach w finale - od wieczornej wizyty Mike'a w domu Mattie, aż po ostatni akt bohaterstwa w łazience domku letniskowego. No i na samym końcu, kiedy Mike i Kyra zostają razem. On, wolny od klątwy, może zaopiekować się dzieckiem, którego tak bardzo z Jo pragnęli, ona ma znowu rodzinę i kogoś kto się nią zajmie. Tylko dlaczego nie czuć ich niby głębokiej więzi, a raczej coś jakby niezręczność sytuacji?
Chciałabym napisać coś o innych bohaterach, ale nie było ich zbyt wielu, a jeśli już, to mieli umiarkowaną rolę, zwykle ekspozycyjną. Nawet Max Devore nie wydawał się tak straszny, jak powinien być. O jego młodocianej wersji (jak i o innych postaciach z tego okresu) wolę nie wspominać. Kojarzył mi się z młodym Malfoy'em i czekałam tylko na hasło "mój ojciec o tym usłyszy".

Znalazłam jeden plus - Pierce Brosnan. Nie mówię, że zagrał świetnie, czy nawet bardzo dobrze. Wrażenia swoją grą aktorską na mnie nie zrobił. Ale teraz to właśnie jego będę sobie wyobrażać czytając następną powieść Kinga z typowym dla niego bohaterem - pisarzem w średnim wieku z problemem emocjonalnym/alkoholowym/twórczym. Do tej pory byli to dla mnie mężczyźni bez twarzy.

Jeśli mam podsumować - Kinga można czytać, nad oglądaniem (szczególnie jakiejś mini-serii) trzeba się dwa razy zastanowić.

wtorek, 3 stycznia 2012

Brainy is the new sexi! czyli Sherlock powraca


Długo trzeba było czekać na drugi sezon Sherlocka. Ale było warto! Najsłynniejszy detektyw świata powrócił z impetem. Zdążył przez te półtorej godziny paradować nago po Pałacu Buckingham, całkiem ładnie pobić kilku panów, być jak zawsze niemiłym dla Molly, obrazić kilka razy Watsona i poznać kobietę, która nie pozostanie mu obojętna... 

Ale od początku- A Scandal in Belgravia jest adaptacją jednego z opowiadań o Sherlocku, A Scandal in Bohemia. Sherlock i Watson dostają zlecenie, coby odnaleźć panią Irenę Adler (która swoją drogą w opowiadaniu jest Polką). Irena posiada na swoim telefonie zdjęcia, które nie powinny ujrzeć światła dziennego - chyba, że ktoś chce zrujnować jakiemuś politykowi karierę. Sherlock czym prędzej zmierza do domu rozkoszy, w którym pani Adler pracuje. Myśli, że zaskoczy kobietę, jednak ta już go oczekuje. Na dodatek okazuje się nie być typowym przestępcą - jest bardzo przebiegła. Wita Holmesa nagusieńka, przez co detektyw nie może wydedukować niczego na jej temat. Bardzo to go irytuje. Irena bezczelnie z nim flirtuje, co jeszcze bardziej zbija go z tropu. 

Sherlock jednak wygrywa tę potyczkę i w momencie, kiedy wreszcie dowiaduje się, gdzie jest schowany telefon do pokoju wpadają inni panowie, z bronią, którym też zależy na telefonie Ireny. Okazuje się, że pani do towarzystwa jest też świetna w walce wręcz. Wspólnie spuszczają lanie uzbrojonym panom. 
Adlerowa przez cały odcinek nie daje spokoju Holmesowi, wysyłając mu mniej lub bardziej sprośne smsy, na co on wydaje się być nieczuły. W międzyczasie przy Baker Street panowie urządzają Wigilię, na którą wpada Lestrade, wystrojona Molly i nowa dziewczyna Watsona (Oona Chaplin, którą już niedługo zobaczymy w Grze o Tron). Holmes obraża wszystkich po kolei, najbardziej obrywa się biednej Molly, zakochanej bez pamięci w detektywie. "Sielankę" przerywa wiadomość o znalezieniu ciała Ireny, Sherlock wyrsza niezwłocznie do kostnicy żeby rozpoznać zwłoki. Jest pewny, że to ona, bardzo przeżywa jej śmierć. Czyżby Sherlock się zakochał? 

Poziomem w ogóle nie ustępuje sezonowi pierwszemu, jak zawsze mamy do czynienia ze zobrazowaniem skomplikowanego myślenia Sherlocka, smsami czy wiadomościami które jakby żyją własnym życiem na ekranie (scena w której Moriarty zdmuchuje sms- cudo!) i masą odwołań do książki. Holmes grający na skrzypcach, palący papierosa (a tak długo wytrzymał z plastrami nikotynowymi) i najlepsze- duet Sherlock/ Watson uciekając przed paparazzi (!) zakładają swoje charakterystyczne czapki. 

A wiedzieliście, że blog Watsona istnieje naprawdę? Tak samo jak strona Sherlocka! Proszę bardzo :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...