Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BBC. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BBC. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 listopada 2016

Moda na sukces w XVIII wieku, czyli Poldark


Nie od dziś wiadomo, że mam ogromną słabość do produkcji BBC. Jeżeli do tego dochodzi jeszcze burzliwe tło historyczne i piękne scenerie, jestem kupiona! Już dawno tytuł Poldark obił mi się o uszy, jednak wszechobecne zachwyty skutecznie zniechęciły mnie do tego serialu na dobre dwa sezony. Do tego dorosłe życie, praca, wyjazdy, sezon festiwalowy… Na szczęście są przeziębienia! Moje przyszło wręcz idealnie, na długi weekend na początku listopada. Pomiędzy kolejnymi drzemkami postawiłam na Poldarka. Mówcie co chcecie, ale uważam że to właśnie burzliwa historia rodziny Poldarków postawiła mnie na nogi, a nie herbata z imbirem i cytryną.


wtorek, 30 sierpnia 2016

I nie było już nikogo, nawet Murzynków - BBC does Christie


W dawnych czasach pisało się inaczej, postacie literackie kreśliło się także w trochę inny sposób niż teraz. Agatha Christie mogła nazwać jedną ze swoich powieści Dziesięciu Murzynków (Ten Little Niggers). Potem zaczęli publikować kolejne wydania pod tytułami Dziesięciu małych Indian i Dziesięciu małych żołnierzyków. W końcu jednak i to się komuś nie spodobało. I tak oto najtrudniejsza - tak mówiła sama autorka - powieść Agathy Christie stała się And Then There Were None.

niedziela, 24 stycznia 2016

Zmiany u Doktora

Peter Capaldi, Steven Moffat i Mark Gatiss (scenarzysta i aktor).

Mija kolejna era w historii najdłużej emitowanego w telewizji serialu science-fiction. Wraz z zakończeniem dziesiątego sezonu Doctor Who zmienia się jego showrunner. Nie jest to jednak jedyna ciekawa informacja.

poniedziałek, 30 marca 2015

Maisie Williams w TARDIS


Maisie Williams, znana z roli Aryi w "Grze o tron", dołączyła do gościnnej obsady serialu "Doctor Who". W swojej historii stanie naprzeciw Doktora (w tej roli Peter Capaldi) i, według showrunnera Stevena Moffata, skonfrontuje się z naszym ulubionym Władcą Czasu w niespotykany sposób. Jaki? Trudno powiedzieć, bo przecież przez pół wieku emisji wiele rzeczy w tym serialu już się wydarzyło.


poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Doctor Who 8x01: Deep Breath



Każdy ma swojego pierwszego Doktora, "pierwszą twarz, którą na twarz widziała". Moim pierwszym był Dziewiąty, pierwszą regeneracją, którą widziałam była przemiana Dziesiątki. Ale to pożegnanie z Jedenastym wzruszyło mnie jak jasna cholera. I równocześnie wprawiło w zniecierpliwienie, bo młodziutki i zaskakujący Matt Smith zmieniał się w Petera Capaldi - doświadczonego szkockiego aktora, który znany mi był jako bluzgający na prawo i lewo PRowiec z "The Thick of It". Dwunasty z kolei będzie pierwszym Doktorem, z którym będę od początku do końca. To będzie jeszcze inny rodzaj przywiązania i przeżywania.

środa, 21 maja 2014

Peaky Blinders i seksowne akcenty


Posiadacze Canal + pewnie mają już powyżej uszu zmasowanego ataku Peaky Blinders. Jednak jeśli ktoś jeszcze nie słyszał o tym świetnym brytyjskim serialu, jak najszybciej powinien odrobić lekcje.

Zanim przejdę do fabuły, warto zaznaczyć jak genialną obsadę ma ten serial. Cillian Murphy, Helen McCrory, Tommy Flanagan i Sam Neill to tylko wierzchołek góry lodowej. A w drugim, wyczekiwanym już przez wielu sezonie ma się pojawić sam Tom Hardy!

Tommy Shelby to nieoficjalna głowa rodziny, która jest także jedną z największych grup przestępczych w mieście. Oczywiście jest także zabójczo przystojny i niedostępny, jednym słowem- wymarzony chłopak. Jak to z buntownikami bywa, zawsze mają swój słaby punkt, którym jest piękna dziewczyna. I tu się taka znajdzie- jest nią nowa barmanka w ulubionym miejscu spotkań rodziny Shelbych. Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności w świecie serialu- IRĘ, komunistów, cyganów i wszystkich facetów z wojenną traumą- dziewczyna nie jest zwykłą barmanką, tylko tajną agentką. Czy miłość przezwycięży te wszystkie polityczne i ideologiczne bariery? Kogo to obchodzi, kiedy wszystkie wątki poboczne są tak interesujące!

Brudne Birmingham zachwyca, wszechobecne błoto i smród pociąga. Niezwykle realistyczne bójki, problemy rodzinne, rozterki głównego bohatera wciągają jak dawno żadna historia nie wciągnęła nikogo. W internecie możemy znaleźć dużo porównań do Boardwalk Empire, jednak trzeba postawić sprawę jasno- serial HBO może pucować buty twórcom Peaky Blinders. Drewniany Steve Buscemi nie jest nawet w jednym procencie tak samo interesujący, a oglądając Zakazane Imperium na pewno nie poczujemy tego, co przeżyjemy z Peaky Blinders. Nie wiem czy to wina akcentów, brudnych i niemożliwych do zrozumienia. Ale po prostu im bardziej wierzę. Oni są bardziej autentyczni. Może właśnie tego brakuje w serialach- autentyczności i klasy średniej. Dlatego serial BBC jest obecnie jedną z najlepszych propozycji. 

wtorek, 25 czerwca 2013

BBC One presents: White Queen


Wojna Dwóch Róż i jej konsekwencje to jedno z ciekawszych wydarzeń w historii. Pewnie też dlatego tak często ta historia brana jest "na warsztat" w dokumentach, filmach pełnometrażowych i serialach. Nawet twórca "Gry o tron" przyznaje się do mocnej inpiracji konfliktem Lancasterów i Yorków. Pewnie dlatego internauci opisują najnowszą produkcję ze stajni BBC słowami: "taka Gra o tron, tylko bez cycków".

Kobiecych atrybutów właściwie tam nie widzimy, chyba że są subtelnie osłonięte prześcieradłem. Jest za to mnóstwo, całe wielkie mnóstwo romantycznych uniesień i głębokich spojrzeń w oczy. Mamy miłość od pierwszego wejrzenia, potajemny ślub i potajemnie przekazywane listy. Są schadzki w ukrytej w lesie chatce, na które główna bohaterka mknie jak na skrzydłach, chociaż jej wybranek na pierwszej randce próbował ją zgwałcić. Jest w końcu i teściowa, która już od pierwszej chwili zapałała nienawiścią do naszej drogiej, wolnej duchem, sprytnej i rezolutnej Elizabeth.

Przed premierą pilotowego odcinka byłam nawet zaciekawiona - historyczne seriale o Wielkiej Brytanii lubię i chętnie oglądam. Kiedy jednak natrafiłam w opisie tego serialu na nazwisko Philippy Gregory, od razu wiedziałam, że nie będzie dobrze. Pani Gregory odpowiedzialna jest między innymi za "Kochanice króla" - średnią książkę, z której wyszedł mierny film, po którym zarówno Natalie Portman, jak i Scarlett Johansson, stały się dla mnie nie do zniesienia.

Nie chciałabym powtarzać tyrady, o szczegółach scenografii i wyglądu bohaterów, jaką zrobiłam przy "Demonach Da Vinci", ale tu sytuacja się powtarza. Scena przybycia Elizabeth na królewski dwór może i jest znacząca, ale staje się zabawna, kiedy widzimy współczesne barierki przy schodach albo ciągnące się przez podwórze rury. Podobnie kiedy główni bohaterowie paradują bez nakryć głowy, które - jestem pewna - w tamtych czasach na dworach były konieczne. Inaczej widz nie pozna, że Elizabeth jest prawdziwie wolnym duchem, za którego miłosnymi uniesieniami będziemy podążać niemalże tak ślepo, jak za jej rozwianym (na panieńską modłę?) blond włosem. Przecież każda wdowa w tamtych czasach nosiła się w taki sposób.

Odgrywająca główną rolę Rebecca Fergusson za bardzo przypomina mi Joy z "My Name Is Earl" bym mogła brać ją poważnie. James Frain gra kolejną szarą eminencję na królewskim tronie, a im mniej skojarzeń Roberta Pugh z "Grą o tron" będziecie mieć, tym lepiej. Reszta obsady w ogóle nie zapada w pamięć, pojawiając się jako mało barwne tło dla powłóczystych spojrzeń, które Elizabeth posyła dla tego adoratora z "Red Riding Hood", który został odrzucony.

Dodajmy do tego jeszcze kompletnie zbędny wątek czarów i zdolności wróżenia, które w rodzinie Elizabeth przekazywane są z matki na córkę, a otrzymamy kolejny serial, który ogląda się po to, by powytykać błędy i pośmiać się z nich bez skrępowania. Zupełnie jak ze "Zmierzchem"!

środa, 8 lutego 2012

Being Human 4x01: Eve of the War



Powrót Being Human równie wzruszający jak ostatni odcinek trzeciej serii. I dosyć szokujący, jak dla mnie. Po śmierci Mitchela zastanawiałam się, jak dalej potoczą się losy wilczej rodziny i Annie. Jak każdy fan jakiekogolwiek serialu martwiłam się brakiem jednej z głównych i moim zdaniem - najbardziej wyrazistych postaci. Rozumiem, że wszyscy żyjący brytyjscy aktorzy zostali zaciągnięci przez Petera Jacksona do Nowej Zelandii, ale dlaczego takim kosztem? Najgorsze jest to, że w przypadku odejścia jednego aktora, wcześniej czy później inni idą w jego ślady. W Misfits stało się to później, w Being Human - wcześniej. 

Dlatego już w ciągu pierwszych kilku minut dowiadujemy się, że Nina nie żyje. Litości! Za co, czemu? Tyle dziewucha przeżyła- ciśnieniową komnatę, wilkołakowy poród i dosyć trudne początki związku z Georgem. Wreszcie żyli jak "normalna" rodzina, mieli wspólnie stawiać czoła kolejnym problemom. Niestety, okazuje się że została zamordowana, a George stracił rozum zamykając się w pokoju z dzieckiem i czekając na nadejście wampirów. Zapomniałam już, jak rozczulający jest Russel Tovey i popłakałam sobie razem z nim. 
Od śmierci Mitchela nie ma już dobrego wampira, który chce panować nad żądną (dosłownie) krwi społecznością i z flashforwardów dowiadujemy się, że bardzo prawdopodobnie dojdą do władzy. Od początku odcinka widać, że George stracił sens życia i liczy na to, że wampiry w końcu po niego przyjdą. Nawet, kiedy planuje wymordować wszystkich, którzy byli odpowiedzialni za śmierć Niny, podświadomie doskonale zdaje sobie sprawę że to misja samobójcza. I kiedy kona w ramionach Annie a potem jego duch nad nią stoi, wreszcie widać, że chłopak odnalazł spokój. Ze słowami "I have to be with my Nina" odchodzi w stronę drzwi, a ja znowu nic nie widzę przez łzy. 
I nie wiem do końca, czemu płaczę - czy przez taką głupią śmierć Georga, czy przez to, że ani jeden aktor którego lubiłam już nie pojawi się w serialu. Chyba dużo osób się ze mną zgodzi, że motorem Being Human była relacja Mitchel - George, ich niezwykła przyjaźń. Annie zawsze była gdzieś obok, zakręcona, nieogarnięta, czasem śmieszna. Ale takie postaci po jakimś czasie zaczynają irytować, jeśli się nie zmieniają. Jak widać po pierwszym odcinku, nie zmieniła się w ogóle. Kobieto, jesteś duchem, dlaczego pozwalasz, żeby wampir cię dusił, zamiast po prostu zniknąć i zaraz się pojawić z kołkiem za jego plecami? 

Koniec marudzenia, czekam na kolejny odcinek. Dosyć długo czekałam na ten sezon, więc nie dam się zniechęcić Eve of the War. Tym bardziej, że to wcale nie był zły odcinek. Jak zawsze zgrabnie balansował między humorem a łzami, przedstawiono nam kilka nowych postaci, które na pewno się zadomowią. Dla zasmuconych fanek Aidana też powinno coś się znaleźć. Nowy, szlachetny wampir nie ustępuje mu urodą ;)

wtorek, 3 stycznia 2012

Brainy is the new sexi! czyli Sherlock powraca


Długo trzeba było czekać na drugi sezon Sherlocka. Ale było warto! Najsłynniejszy detektyw świata powrócił z impetem. Zdążył przez te półtorej godziny paradować nago po Pałacu Buckingham, całkiem ładnie pobić kilku panów, być jak zawsze niemiłym dla Molly, obrazić kilka razy Watsona i poznać kobietę, która nie pozostanie mu obojętna... 

Ale od początku- A Scandal in Belgravia jest adaptacją jednego z opowiadań o Sherlocku, A Scandal in Bohemia. Sherlock i Watson dostają zlecenie, coby odnaleźć panią Irenę Adler (która swoją drogą w opowiadaniu jest Polką). Irena posiada na swoim telefonie zdjęcia, które nie powinny ujrzeć światła dziennego - chyba, że ktoś chce zrujnować jakiemuś politykowi karierę. Sherlock czym prędzej zmierza do domu rozkoszy, w którym pani Adler pracuje. Myśli, że zaskoczy kobietę, jednak ta już go oczekuje. Na dodatek okazuje się nie być typowym przestępcą - jest bardzo przebiegła. Wita Holmesa nagusieńka, przez co detektyw nie może wydedukować niczego na jej temat. Bardzo to go irytuje. Irena bezczelnie z nim flirtuje, co jeszcze bardziej zbija go z tropu. 

Sherlock jednak wygrywa tę potyczkę i w momencie, kiedy wreszcie dowiaduje się, gdzie jest schowany telefon do pokoju wpadają inni panowie, z bronią, którym też zależy na telefonie Ireny. Okazuje się, że pani do towarzystwa jest też świetna w walce wręcz. Wspólnie spuszczają lanie uzbrojonym panom. 
Adlerowa przez cały odcinek nie daje spokoju Holmesowi, wysyłając mu mniej lub bardziej sprośne smsy, na co on wydaje się być nieczuły. W międzyczasie przy Baker Street panowie urządzają Wigilię, na którą wpada Lestrade, wystrojona Molly i nowa dziewczyna Watsona (Oona Chaplin, którą już niedługo zobaczymy w Grze o Tron). Holmes obraża wszystkich po kolei, najbardziej obrywa się biednej Molly, zakochanej bez pamięci w detektywie. "Sielankę" przerywa wiadomość o znalezieniu ciała Ireny, Sherlock wyrsza niezwłocznie do kostnicy żeby rozpoznać zwłoki. Jest pewny, że to ona, bardzo przeżywa jej śmierć. Czyżby Sherlock się zakochał? 

Poziomem w ogóle nie ustępuje sezonowi pierwszemu, jak zawsze mamy do czynienia ze zobrazowaniem skomplikowanego myślenia Sherlocka, smsami czy wiadomościami które jakby żyją własnym życiem na ekranie (scena w której Moriarty zdmuchuje sms- cudo!) i masą odwołań do książki. Holmes grający na skrzypcach, palący papierosa (a tak długo wytrzymał z plastrami nikotynowymi) i najlepsze- duet Sherlock/ Watson uciekając przed paparazzi (!) zakładają swoje charakterystyczne czapki. 

A wiedzieliście, że blog Watsona istnieje naprawdę? Tak samo jak strona Sherlocka! Proszę bardzo :)

piątek, 30 grudnia 2011

Wielkie Nadzieje



Czyli Great Expectations, powieść Charlesa Dickensa. Doczekała się niejednej ekranizacji, teraz wzięli się za to specjaliści z BBC. Czyli uczta dla oka i ucha gwarantowana.

Dla osób, które powieści (tak jak ja) nie czytały - Pip jest sierotą wychowywaną przez siostrę i jej męża. Żyją w nędzy na odludziu, ambicją chłopaka jest zostanie kowalem tak, jak jego szwagier. Jego jedyne zajęcie to bieganie po niekończących się polach i bagnach otaczających jego dom. Podczas jednej z takich eskapad spotyka zbiegłego więźnia. Przynosi mu z domu żelastwo dzięki któremu może oswobodzić się z kajdan oraz kawałek ciasta, coby się mężczyzna posilił. 

W tym samym czasie w domu Pipa pojawia się Pumblechook, daleki krewny. Oznajmia rodzinie, że tajemnicza Miss Havisham (którą gra Gillian Anderson i jest w tej roli genialna!) pragnie poznać chłopca. Z reakcji jego siostry domyślać się możemy, że jest to dobry znak. Okazuje się, że Havisham jest bardzo bogata i rodzina liczy na wsparcie finansowe. Tak więc Pip co tydzień odwiedza rezydencję tajemniczej kobiety. Rezydencję, która zapewne była kiedyś piękna. Jednak teraz popada w ruinę i tonie w pajęczynach. Tak samo zresztą jej właścicielka, która wygląda jak prawdziwa Gnijąca Panna Młoda. Celem wizyt małego Pipa teoretycznie ma być dotrzymanie towarzystwa adoptowanej córce pani Havisham, Estelli. W praktyce sprawa wygląda trochę inaczej; Estella ma się nauczyć jak NIE przywiązywać się do innych, jak NIE kochać i NIE pożądać. Na początku Pip nie potrafi się odnaleźć- nie jest tak dobrze wychowany jak Estella, nie wysławia się tak poprawnie, nie czyta książek, nie kąpie się tak często. 

Z czasem to wszystko się zmienia. Chłopak nabiera manier, świetnie gra w karty, zaczyna interesować się światem i mieć ambicje.  Co zostaje mu brutalnie odebrane. Gnijąca Panna Młoda rezygnuje z odwiedzin chłopca, odprawiając go z pokaźną sumą pieniędzy ku uciesze rodziny. Chłopak znów zderza się z brutalną rzeczywistością w której przyszło mu żyć. Można by pomyśleć, że jego los jest przesądzony, ale nie! Kiedy mały Pip nie jest już taki mały, w drzwiach znowu pojawia się niespodziewany gość. Tym razem jest to Mr. Jaggers. Oznajmia Pipowi że ktoś przepisał mu fortunę. Dostanie ją i dowie się, kim jest osoba którą mu ją przepisała, dopiero kiedy osiągnie pełnoletność. Zanim to się stanie musi pojechać do Londynu i odebrać edukację.

Pip nie zwleka z opuszczeniem chatki. W Londynie dostaje syndromu typowego dla nastolatka spuszczonego ze smyczy. Z tym, że jest to nastolatek z fortuną. Mimo, że fizycznie jej jeszcze nie otrzymał, żyje na jej koszt. Tak więc młody szaleje- pije w najlepszych klubach najdroższe szampany, w mieszkaniu ma najlepsze meble i ubiera się u najlepszych krawców. Szybko zapomina o swoich korzeniach a jeszcze szybciej zaczyna się ich wstydzić. Kiedy jego szwagier składa mu niespodziewaną wizytę chłopak ma ochotę zapaść się pod ziemię, wstydzi się, że ktoś może ich razem zobaczyć. 
Jednak najważniejszym powodem dla pobytu w Londynie jest Estella. Ona też wyrosła i to na piękną kobietę. Pip wie na pewno, że ją kocha i że muszą wziąć ślub. Jak można się domyślić nie będzie to takie proste, bo jak Estella mu sama przyznała - nie ma serca. Na noc przed datą, kiedy Pip ma otrzymać majątek tajemnicza postać zakrada się do jego mieszkania. Okazuje się, że to złoczyńca, którego uratował przed laty! I że to on, a nie Miss Havisham jak podejrzewał nastolatek, podarował mu spadek.

Tak można streścić dwa odcinki, które do tej pory się ukazały. Zostały jeszcze dwa. Polecam serial nie tylko fanom brytyjskiej literatury i filmów kostiumowych. Warto obejrzeć ten serial chociażby dla samych zdjęć i przecudnej muzyki. I dla pięknej, przepięknej czołówki.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Czarna Żmija III i IV


Pragnę wspomnieć na początku, że za "Czarną Żmiją" stoją Ben Elton i Richard Curtis, twórcy wielu kultowych już seriali i filmów rodem z Wielkiej Brytanii. Curtis dodatkowo pracował z Rowanem Atkinsonem zarówno przy kinowych i telewizyjnych odsłonach przygód pana Fasoli oraz przy policyjnej "Cienkiej niebieskiej linii". Ten team gwarantuje pokłady humoru tym, którzy trochę utożsamiają się z każdym wcieleniem Edmunda Blackaddera.

Sezon trzeci - Hugh Laurie i Rowan Atkinson w rajtuzach, perukach, rozsiadający się na barokowych meblach. Co ciekawe jednak, kiedy teraz ten pierwszy kojarzony jest z cynicznym doktorem House, ten drugi przypisany jest w świadomości większości widzów jako pierdoła w tweedowej marynarce. Kiedy tymczasem zaczęło się na odwrót. To postać Lauriego, książę Jerzy, "ma mózg mały, jak rybia kuśka", podczas gdy lokaj, pan Blackadder, to cwany i złośliwy typ. Wyśmiewają wszystko - od parlamentu brytyjskiego, rozrzutności rodziny królewskiej, po najsławniejszych poetów tamtego okresu, przyjmujących dramatycznie przesadzone pozy nad kuflem taniego piwa (mój ulubiony motyw w sezonie).
Sezon czwarty - okopy podczas I Wojny Światowej. Hugh Laurie zadomowił się w obsadzie, powrócił do nas także Percy (Kochanie, znaczy się), którego bardzo brakowało mi w wydaniu "rozważnym i romantycznym". Blackadder próbuje wydostać się z okopu za wszelką cenę i jednocześnie uniknąć konfrontacji z lordem Łonogrzmotem (tak, znowu!), wplątując się przy okazji we wszystko, co można, od wystawiania musicalu po aferę szpiegowską w szpitalu wojskowym i niewolę u Czerwonego Barona.

Nie będę pisać więcej o aktorskiej obsadzie, bo pojawiają się właściwie ci sami ludzie - pani Richardson, pan Mayall, Stephen Fry, wspaniały zawsze i wszędzie. Widać za to znaczną poprawę scenografii, szczególnie okopy angielskie, wypadają nadzwyczaj wiarygodnie.

Trudno mi powiedzieć, które z wcieleń Blackaddera jest moim ulubionym. Z każdym sezonem jego humor się wyostrza, a postrzeganie świata i ludzi pozostawia coraz mniej do życzenia. Ale jeśli ktoś pomyśli, że Czarną Żmiję mogą polubić tylko ludzie zgorzkniali albo cyniczne dupki, to... no, to może nie do końca się z nim zgodzę, ale racji będzie miał trochę.

PS. Brawa dla Rowana Atkinsona za ołówki w nosie. Nie każdy potrafi utrzymać poważną minę i wypadać wiarygodnie z ołówkami w nosie i bielizną na głowie.

niedziela, 18 grudnia 2011

Czarna Żmija I i II


Brytyjczycy mają jednak świetne poczucie humoru. Potrafią tak obśmiać swoje najbardziej znane i najważniejsze postacie historyczne w taki sposób, że nawet po prawie trzydziestu latach i niezliczonych powtórkach będzie to śmieszyło. "Czarną Żmiję", podobnie jak wiele innych brytyjskich seriali, dawkowano po sześć odcinków na epokę. Krótko, ale wyjątkowo smakowicie.

Pierwszy sezon - średniowiecze. Pierwszą Czarną Żmiją jest Edmund, pierdoła we fryzurze "na garnek". Drugi syn, z charakterystyczną dla nich chęcią na przejęcie tronu. Mamy tu wszystko, od aranżowanych małżeństw i oskarżeń o czary, po krucjaty i walkę z 10 tysiącami Turków za pomocą nożyka do owoców.
Drugi sezon - Złoty Wiek. Na tronie Elżbieta I, która koronę ma cięższą niż móżdżek, a u jej boku kręci się drugi Blackadder. Z tą różnicą, że tym razem nie jest to kolejne wcielenie Rowana Atkinsona jako pana Fasoli, niezdary, który więcej macha rękoma i mlaszcze, niż gra. O nie, ten Blackadder jest cynicznym dupkiem z zawsze eleganckim zarostem i kolczykiem z perłą.

Nie jest to na pewno serial jednego aktora, chociaż pokazuje Atkinsona z zupełnie innej strony. Bardzo często po emisji "Czarnej Żmii" z wielkim zadziwieniem stwierdza się, że Atkinson to nie tylko pan Fasola czy Johnny English. Role gościnne także są pierwsza klasa: Miranda Richardson, Hugh Laurie, Stephen Fry, Brian Blessed (który chyba urodził się z takim zarostem, by grać królów, hrabiów czy baronów), Rik Mayall. Zawsze wspaniali Tony Robinson i Tim jako McInnerny jako Baldrick i Percy Percy z łatwością dotrzymują kroku Atkinsonowi.

Można by doczepić się braku inwencji jeśli chodzi o stroje, czy wnętrza (chociaż to była bardziej kwestia finansów, ale wiadomo, że znalazłby się ktoś, kto by się przyczepił). O to, że kiedy lord Łonogrzmot (tak, tak) wyrzuca Percy'ego przez drzwi, cała sala tronowa się trzęsie, a drzwi rozpadają się, bo są zrobione z gipsu. Sala tronowa, w której mieści się ledwo pięć osób, nawet jeśli dwie siedzą. Że ograniczają się ledwo do dwóch pomieszczeń, czy jednej królewskiej sukni. To jest mało ważne, bo scenariuszem i barwnymi postaciami serial nadrabia i to bardzo.

Następnie, doktor House w pudrowanej peruce.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...