Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James Cosmo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James Cosmo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 kwietnia 2013

Gra o tron 3x04: And Now His Watch Is Ended

 

Wolę nie zapeszać, ale ten sezon to jak na razie najlepszy z dotychczasowych. Nie chciałabym by, po tak zacnym epizodzie, coś zmieniło się na gorsze. Już nie raz przecież pisałam, że jest świetnie i coraz fajniej, ładniej i bardziej spektakularnie, żeby potem rozczarowywać się, gdy sezon dobiegał do końca.

I uwaga, uwaga! Joffrey zaczyna przejawiać jakieś pozytywne uczucia. Do tej pory okrutny, wyrachowany i pyskaty, teraz widzieliśmy u niego prawdziwą radość. Tak, przejawiał ją opowiadając o pożeraniu czy paleniu żywcem, ale widzieliśmy, że może być radosny. Margaery świetnie na niego wpływa. Nie ma wpływu, bo tego określenia używa się, gdy ktoś oddziałuje na drugą osobę nieświadomie. Mała Przyszła Królowa ładnie urabia Joffa w swych delikatnych dłoniach. Oczywiście, nie oznacza to, że można nagle go polubić. Do tego chyba nikt nigdy nie będzie zdolny. 

I jeszcze: mina Cersei, gdy w sepcie Baleora zorientowała się, że na rzecz Margaery traci nie tylko oddanie poddanych, ale też uwagę swojego pierworodnego, bezczenna!


Cieszę się, że do Królewskiej Przystani trafiła kolejna osoba, która potrafi prowadzić prawdziwe intrygi. Rozmowa Królowej Cierni z Varysem okazała się jedną z najciekawszych konfrontacji eunucha z innymi "graczami", w dużej mierze dlatego, że nie była przerzucaniem się złośliwościami i brudnymi sekrecikami, jak to bywało w przypadku Littlefingera. Varys w tym odcinku w ogóle pokazał dużo nowych kolorów. Wiadomo, że różne rzeczy ukrywa puder na jego policzkach i perfuma, którą obficie się skrapia, ale tak intensywnej i wytrwałej żądzy zemsty chyba nikt by tam nie znalazł.

Ciekawe czy widzieliśmy też ostatnie podrygi Theona. Domyślam się, że twórcy musieli zatrzymać Alfiego Allena w obsadzie na kolejny sezon, dlatego my mieliśmy okazję oglądać jego kiepsko zakończoną ucieczkę. Czy jednak oszczędzą nam widoku tego, co zapewni mu Ramsay Snow? Czy pozwolą nam się tylko domyślać? To drugie byłoby o wiele lepszym rozwiązaniem.

Resztki Nocnej Straży, które znajdują się za Murem, były traktowane mocno po macoszemu w tym sezonie. Podobnie było i w tym odcinku, gdzie poświęcono im raptem kilka minut w Twierdzy Crastera. Niemniej, były to minuty o wielkim znaczeniu, zmuszające kolejnych naszych ulubieńców (wiwat Edd Cierpiętnik!) do rozdzielenia się. Szkoda tylko, że już więcej nie zobaczymy w serialu Jamesa Cosmo - idealnie odnajdywał się w roli szorstkiego dowódcy. 

Kiedy w poprzednim sezonie Daenerys dotarła ze swoim obdartym i zagłodzonym khalasarem do Qarthu pewne było, że używanie egzotycznych języków (w tym wypadku językiem Dothraków czy Valyrii) wychodzi Emilii Clarke naturalniej niż posługiwanie się wspólną mową. Przyjmuje wtedy bardziej płynne tempo i rezygnuje z irytujących pauz.

I może przez to zakończenie tego odcinka było najlepszym, jakie udało im się zrobić? Daenerys zaczęła mówić po valyriańsku, a to dodało zarówno jej postaci, jak i całej scenie mocy. Wszystko było tu bez zarzutów. Dany stanowcza i do końca skryta przed swoimi doradcami, Nieskalani w większej liczbie robią wrażenie, podobnie jak Drogon (nawet jeśli jest) na łańcuchu. I potem to piękne ujęcie wśród dymu i popiołu. To jest Daenerys, na którą czekałam!

piątek, 12 kwietnia 2013

Gra o tron 3x02: Dark Wings, Dark Words


Było sobie trzech brytyjskich chłopców, którzy jakieś dziesięć lat temu stali się popularnymi aktorami dziecięcymi dzięki swojemu urokowi i talentowi (i graniu w filmach z Hugh Grantem). Często zdarzało się, że jeden mylony był z drugim czy trzecim, jako ten "brytyjski dzieciak". Ale te dziesięć lat minęło wyjątkowo szybko. Nicholas Hoult dołączył do X-Men, a ostatnio próbuje przekonać nas do tego, że zombie też mogą się zakochać, grając główną rolę w filmie "Wiecznie żywy". Freddie Highmore zostawił towarzystwo Johnny'ego Deppa i Heleny Bonham-Carter i stał się ostatnio siedemnastoletnim Normanem Batesem w "Bates Motel". A Thomas Brodie-Sangster, chłopaczek z "To właśnie miłość", który dla dziewczyny nauczył się grać na perkusji, dołączył do obsady "Gry o tron". Zaliczył świetne "wejście" we śnie szokująco wyrośniętego Brana, by potem dołączyć do grupki uciekinierów z Winterfell. On i jego siostra dają nadzieje na interesujący przebieg starkowej wyprawy na mroźną północ.

Ale to nie jedyna nowa postać, która od pierwszej chwili wzbudza wielką ciekawość. Bo oto teraz serial wzbogacił się o kolejną grupę dezerterów i buntowników, a w ich szeregach bryluje Thoros z Myr. Podejrzewam, że Gary Oldman był za drogi, więc wzięli jego naśladowcę. W żadnym wypadku nie jest to przytyk, bo grający go Paul Kaye (który grał w naszym "39 i pół", WTF?!) zyskał moją sympatię niemal z miejsca - swoją nonszalancją, groźnym błyskiem oka, chowającym się za rubasznymi dowcipami, i "Deszczami Castamere". Maniera, kojarząca się z jednym z moich ulubionych aktorów ever, została policzona na plus. Przy okazji - będzie więcej Ogara.

Margaery cały czas plusuje. Co prawda już pojawiła się ta charakterystyczna mina Natalie Dormer, która mocno mnie irytuje, ale w tym odcinku nie dość, że przedstawiła swoją fenomenalną babcię (okazjonalnie żonę Agenta 007) to jeszcze pokazała nam, że Joff jej niestraszny i być może znajdzie na niego sposób. Nie będę odszczekiwać jeszcze tego, co mówiłam przy okazji jej debiutu w drugim sezonie, dam i jej i sobie trochę czasu. Czekam na pewno na więcej scen z dworkiem Margaery oraz Królową Cierni, szczególnie z perspektywy Sansy, która wypadła naprawdę wiarygodnie w scenie rozmowy przy ciastkach cytrynowych.

Służka młodej starkówny jednak jest dla mnie trudna do rozgryzienia. Shae sprawia wrażenie, jakby mocno przejmowała się losem Sansy, z każdym odcinkiem zbliżając się do niej coraz bardziej. Można by powiedzieć, że to twardo stąpająca po ziemi. Taką chyba trzeba być, kiedy się w obcym kraju sprzedaje swoje wdzięki. Jednak lekceważy ryzyko, przychodząc ot tak do kwatery Tyriona. Dobrze dobrali się, skoro on już w poprzednim sezonie umieścił ją w Wieży Namiestnika, zamiast chociaż próbować ukryć ją przed szeptaczami. Najwyraźniej obcy akcent tak wpływa na ludzi.

Rację miała w tym odcinku Talisa, mówiąc o ponurych, brodatych ludziach z Westeros. Robb zaczyna być młodym obrazem swojego ojca - wiecznie zafrapowanym, z czołem zmarszczonym i wzrokiem wlepionym gdzieś w okolice swoich stóp. Obóz Starków nie jest w ogóle źródłem dobrych wydarzeń, a twarzą wszystkich cierpień Westeros staje się Catelyn, która w tym odcinku powiedziała to otwarcie. I zrobiła to w sposób bardzo przekonujący (złego słowa nie można powiedzieć o Michelle Fairley w tej roli), chociaż sama scena i historia były może zbyt melodramatyczne.

I czy już teraz ma mi się zrobić szkoda Theona? Nie byłam na to przygotowana, ale widok posługacza o twarzy Simona z "Misfits" sprawił, że poczułam ciarki na plecach. Z tego nie będzie nic dobrego, na pewno nie dla młodego Greyjoy'a.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Gra o tron 3x01: Valar Dohaeris


To lubię. Razem z końcem trzeciego sezonu "Walking Dead" (o tym też już niedługo) dostałam nowy sezon produkcji, o której jeszcze kilka lat temu mogłam tylko pomarzyć. Nie smucę się zatem - przerzucam uwagę z jednego na drugie.

Wydawałoby się, że minęło strasznie dużo czasu od finałowego odcinka drugiego sezonu. Że przez ten czas mogliśmy żywić się tylko powtórkami i okazjonalnymi zdjęciami z planu. Potem dostaliśmy więcej, tygodnie przed premierą trzeciego sezonu upływały pod znakiem nowych filmików, plakatów, oficjalnych zdjęć i reklam. Nadal było nam mało, a wielkanocną premierę "Valar Dohaeris" powitaliśmy jak - nie przymierzając - stado wygłodniałych wilkorów.

I apetyty zostały nasycone. A przynajmniej zjedliśmy dobre śniadanie.

Można było przebierać w świetnie zagranych scenach. Rozmowa Tyriona zarówno z siostrą (w końcu widzimy więcej życia w Cersei!) jak i ojcem, nonszalancko bezczelny (lub bezczelnie nonszalancki) ser Bronn znad Czarnego Nurtu, historia Davosa - od męki na skalistej wysepce, po sztylet wznoszony na Czerwoną Kapłankę. Nawet Sansę i Shae, siedzące nad zatoką, oglądało się z ciekawością. Scena otwierająca miała klimat i trzymała w napięciu, odczuwało się panikę i osamotnienie razem z Samwellem. Pierwsze spotkanie z Królem Za Murem i jego "dworem"  także wypadło świetnie. Przynajmniej ze strony Ciarána Hindsa i nowej części obsady.

Kit Harrington wyrasta nam na godnego następcę Orlando Blooma. Oto aktor ładny, z jednostajnie odgrywaną manierą i niezmiennym spojrzeniem. Zapewne znany będzie z tej jednej roli w produkcji fantasy, dzięki której "wypłynął". Później zostanie mu grywać w mniej udanych filmach, które po premierze kinowej są ostro krytykowane (u Blooma np. "Trzej muszkieterowie", u Harringtona "Silent Hill 2") lub trafiają od razu na DVD. Absolutnie nie jest mi szkoda. W obsadzie "Gry o tron" można przebierać wśród aktorów - młodszych i bardziej utalentowanych, którzy zasługują na uwagę. Partnerująca mu w tych pierwszych scenach Rose Leslie (jako Ygritte) bez specjalnego wysiłku wykonuje lepszą robotę.

Może nie byłam wcześniej przekonana do pomysłu obsadzenia Natalie Dormer w roli młodziutkiej i słodkiej Margaery, a obnażenie jej przebiegłości już w pierwszym odcinku było tak niewłaściwie, że prawie oburzające. Natalie nie jest moją ulubioną aktorką we wszechświecie, nie plasuje się nawet w pierwszej setce, ale tu mnie przekonała (może tak, jak inna aktorka nie mogłaby). Musiała czekać na to kilka odcinków i niemalże półtora roku, ale udało się. Chociaż wiem już, że Margaery Tyrell jest przewrotna i sprytna, a jej ambicje są wielkie, to przez chwilę daję się nabrać na jej dworne gesty. Jej uśmiech jest równie słodki dla głodnych sierot z Zapchlonego Tyłka, jak dla królowej i jej odrażającego pierworodnego.

Względem odstępstw od literackiego pierwowzoru wystarczy powiedzieć tyle, że skoro już trzeci sezon twórcy podejmują to ryzyko, to pozostaje nam tylko się z tym pogodzić. Szybkie zdemaskowanie ser Barristana nie przeszkadzało mi specjalnie, chociaż okoliczności były do bólu wręcz schematyczne. Pozory przecież mylą, jak to zwykle bywa kiedy masz do czynienia z niewinnym milczącym dzieciątkiem, a z drugiej strony widzisz zakapturzonego nieznajomego. Teraz trzeba czekać na resztę egzotycznego orszaku Daenerys. Ze złotozębym najemnikiem na czele.

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Gra o tron 2x01: The North Remembers


Zaczęło się. Po miesiącach oczekiwania i różnego charakteru informacjach, dotyczących obsady i zmian w fabule, mamy w końcu drugi sezon martinowskiej sagi. Oczekiwania były wysokie, podobnie, jak obawy, ale w końcu możemy je skonfrontować.

Początek może nie buduje napięcia tak, jak w przypadku pilota poprzedniego sezonu, ale świetnie robi za podkład pod wejście Tyriona. Ten zgarnia całą uwagę widza już od pierwszej sekundy, konfrontując się z Joffem oraz robiąc niezbyt przyjemną, ale przynoszącą wielką satysfakcję (zarówno jemu, jak i nam), niespodziankę swojej słodkiej siostrze. Także dzięki temu możemy obserwować, jak Cersei w końcu nabiera więcej życia, czego zdecydowanie brakowało jej w pierwszym sezonie. Z niecierpliwością czekam na ich rozmowę po otrzymaniu listu od Stannisa.

A właśnie.

Najmniej przyjemny z braci Baratheonów w serialu miał stać się dla wielu fanów książki ciężkim orzechem do zgryzienia. Nie wyglądał zupełnie, jak książkowy odpowiednik. Po pierwszych ujęciach oraz scenie pisania sławetnego listu o pochodzeniu Joffrey'a, jednak stwierdziłam, że Stephen Dillane to dobry wybór. Może nie jest łysy i nie ma zapadniętych niebieskich oczu, ale świetnie oddaje tego średniego brata, który zawsze stał w cieniu tego bardziej lubianego i o swoje musiał walczyć, przez co mocno zgorzkniał. Kogoś, kto ma bardzo konkretne poczucie sprawiedliwości (patrz, Davos) oraz honoru, skoro każe w liście nazwać Jaime'a Królobójcą, nie zapomina jednak, że jest on też rycerzem (bardzo podobał mi się ten szczegół). 
Wiele oczekuję po częściach związanych z jego dworem, nie tylko ze względu na jego koronowaną głowę, ale też ze względu na Melisandre (i jej czerwonego boga) i Davosa (i jego zdrowy rozsądek). Oboje zostali dobrani wyśmienicie, przez co na ich scenę w łódce czekam dwa razy bardziej.

Na wspomnienie zasługuje też scena rozmowy Robba Starka i rzeczonego Królobójcy. Oczywiście, nie miała ona miejsca w książce, ale jestem wdzięczna scenarzystom za nią. Robb, ledwo utrzymujący nerwy na wodzy, oraz Jaime, zadufany i pewny siebie, ale tylko do momentu, w którym zdaje sobie sprawę, że stoi naprzeciw niego ktoś, kto ma pełne prawo, oraz niesamowitą ochotę, go zabić. I kto ma na swoje rozkazy szczerzącego kły wilkora.

Na krótko uraczono nas też tym, co za Murem oraz Czerwonym Pustkowiem.

Niestety, Emilia Clarke dalej gra z nienaturalną i lekko irytującą manierą, przez co sceny z jej khalassarem ogląda się z mieszanymi uczuciami. Bądź co bądź, ma ze sobą świeżo wyklute smoki oraz ser Joraha, którego nie spodziewałam się polubić po jego szorstkiej osobowości z książki. Iain Glen ociepla trochę jego wizerunek, sprawia, że chętnie ogląda się go jako doradcę młodocianej khaleesi. 
Za Murem odwiedzamy Twierdzę Crastera, towarzysząc wyprawie pod wodzą Starego Niedźwiedzia. Chcąc nie chcąc zapoznajemy się ze zwyczajami dzikiego, z jego rodziną i dosyć szorstkim pojęciem gościnności i wyświadczania przysług. I czy to tylko moje wrażenie, że właśnie w jego domostwie twórcy po raz pierwszy wyśmiali to, jak ślicznego aktora wybrali do roli Jona Snow?

Czuć pewniejszą rękę już na początku. Efekty są lepsze, scenografie wydają się większe, wszystko jakby zyskało na rozmachu. Po sukcesie pierwszego sezonu Weiss i Benioff nabrali wiatru w żagle, sądzę też, że szefostwo HBO trochę w nie dmuchnęło. Zapowiada się jeszcze więcej wrażeń, oby jak najwięcej z nich było pozytywnych.

Co prawda w sezonie pierwszym musieliśmy pożegnać się z mnóstwem ciekawych postaci (ach, ten Syrio Forel!), niemniej jednak teraz czeka nas wysyp następnych ludzkich wspaniałości (tylko ta nieszczęsna Ros nadal pałęta się w tle), z Jaqenem H'gharem i Qohrinem Półrękim na czele. Nic, tylko szykować się na następny poniedziałek.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...