Jeremy Carver powinien kilka razy oglądnąć ten odcinek i zobaczyć, jak robi się otwarcie sezonu. Bo niedawna premiera dziesiątego sezonu "Supernatural" teraz wypada tak blado i jednostajnie, że trochę mi głupio, że tak na nią czekałam. A tu serial, który nazywany jest czasami "The Walking Bored" pokazał, że jak zaczynać nowy sezon, to z fajerwerkami (dosłownie!) i rozmachem (też dosłownie!). Ile osób oglądało premierę piątego sezonu? Siedemnaście milionów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrew Lincoln. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrew Lincoln. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 14 października 2014
środa, 2 kwietnia 2014
The Walking Dead 4x16: A
To był bardzo nierówny sezon. Bardzo nierówny w sensie: pierwsza połowa była taka sobie, a druga połowa była słaba.Podzielenie go wjazdem Gubernatora i zniszczeniem więzienia uwypukliło ten podział trochę zbyt mocno, niż pewnie było w założeniach.
Ze wszystkich małych grupek, które mieliśmy okazję oglądać po opuszczeniu więzienia, tylko Tyreese jako opiekunka do dzieci mógł wzbudzić zainteresowanie. Po pierwsze, dlatego że towarzyszyła mu Lizzie, mała psychopatka, której wątek wręcz prosił się o rozwinięcie lub rozwiązanie. Po drugie, dlatego że w swojej podróży spotkał Carol. Różne rzeczy mogły wyniknąć z tego spotkania, każda o wiele bardziej emocjonująca od tego, co widzieliśmy do tej pory w grupce Maggie, Glenna czy Ricka.
Najwyraźniej nikt już na tym świecie nie jest porządny (Rick też nie, dlatego mieliśmy dla porównania flashbacki z więzienia i rozmowy z Hershellem). Po spotkanej przez Daryla grupce nie spodziewałam się postawy przykładnych obywateli. Nie wiem, co stało się z Beth, ale gdyby dalej podróżowała z Dixonem, żadne z nich by nie przeżyło tego spotkania. Daryl nadal miałby w sobie siłę do obrony dziewczyny, nie przepełniałaby go rezygnacja i gorycz. Wesoła Kompania w skórzanych kurtkach znalazła go w momencie największej słabości, a jej szef postanowił to wykorzystać. Terminus za to mnie odrobinę zaskoczył. Wydaje się, że mieszkający tam ludzie są gorsi od świętej pamięci Gubernatora. Ten stał się tym, kim był pod koniec życia, przez długi ciąg nieszczęśliwych wydarzeń. Ludzie z Terminusa nie dość, że zwabiają ocalałych w swoją niewolę, to jeszcze z dziką premedytacją wykorzystują do tego ostatnią pozytywną rzecz, jaka wszystkim pozostała - nadzieję na wspólne przetrwanie.
Parafrazując cytat z klasyka Janusza Majewskiego: "to i kanibali mamy w tym burdelu?"
Rick, od śmierci Lori mocno zagubiony i w ogóle nie w formie, ocknął się w dobrym momencie. W przeciwieństwie do drugiej grupy, która wykazała się zbyt dużą naiwnością. Jego brak zaufania do czegokolwiek i kogokolwiek może jeszcze wyciągnąć wszystkich z sytuacji, która może wydawać się bez sytuacją bez wyjścia. Od Złego Ricka gorszy jest tylko Niesamowity Hulk.
Odcinek finałowy w ogóle nie wydawał się być finałem. Zabrakło napięcia, czegoś chociaż odrobinę podobnego do emocji towarzyszących zakończeniu drugiego sezonu. Liczę jednak na to, że po przerwie dostanę coś. Cokolwiek! Po kilku odcinkach łażenia wzdłuż torów kolejowych mam naprawdę małe oczekiwania.
wtorek, 5 listopada 2013
The Walking Dead 4x04: Indifference
Chyba muszę przestać analizować TWD aż tak dogłębnie. Oczywiście, że najprostsze rozwiązanie było tym właściwym. Carol nikogo nie kryła, nic nie kombinowała, sama dokonała tych strasznych czynów, które wpłyną bezpowrotnie na kształt grupy. I na całkowity powrót ricktatury.
Rozumiem dobrze decyzję Ricka. Musiał powziąć jakieś kroki, wyjść w końcu spomiędzy grządek. Rozumiem też, że nigdy już nie posunie się do morderstwa, ani jako formy kary, ani rozwiązywania problemów. Wyrzucenie Carol poza grupę było najlepszym rozwiązaniem - oszczędził jej życie, równocześnie pozbywając się jednostki, która działa samowolnie i wbrew jemu, czy Radzie. Nawet jeśli w założeniu chciała dobrze.
Świetnie, że jednak raz na jakiś czas można zobaczyć nowe twarze - nawet jeśli chwilę później zostają one zeżarte podczas zbierania brzoskwiń. Dodaje to pewnych możliwości, wiarę, że jeszcze gdzieś są większe grupy, które przetrwały tyle ile nasi bohaterowie pod wodzą Szeryfa. Może nawet osiedla podobne do Woodbury? Mamy w końcu poznać w tym sezonie kilku nowych bohaterów, którzy zagoszczą na ekranie na dłużej. Być może dzięki wątkowi Carol? Być może będzie to nowy teatr działań, a kamera wyjdzie poza więzienie na dłużej niż wyprawa po leki, czy benzynę?
I skoro pożegnaliśmy jednego irytującego bohatera, to czas chyba wybrać nowego na to miejsce. Całe szczęście, że w tym samym odcinku Stookey mógł się popisać! Dziwiłam się, że Daryl powstrzymał się przed zepchnięciem go z daszku prosto w łapy szwędaczy. Narobienie rabanu w supermarkecie może i faktycznie przydarzyło mu się przypadkiem. Jednak przedłożenie butelki koniaku nad lekarstwa było całkowicie świadome. Do tego pojawiał się na tyle sporadycznie, że mało prawdopodobnym jest, by ktoś z widzów przywiązał się do niego, a co dopiero poczuł sympatię.
Ciekawe, co jeszcze wydarzy się w drodze powrotnej (głównie, czy Daryl spełni swoją obietnicę). I, co najważniejsze, kto powróci cały i zdrowy do więzienia? Istnieje szansa, że starania Ricka o usunięcie Carol bez groźby dla jej życia, nie przyniosą skutku, kiedy ona wróci do swoich nowych dzieci. Ale cisza, miałam przestać kombinować.
wtorek, 29 października 2013
The Walking Dead 4x03: Isolation
Czas najwyższy wyruszyć w podróż. Zapakować dwójkę ulubieńców publiczności w auto i wysłać ich po antybiotyki, by ocalić mieszkańców więzienia przed rozprzestrzenieniem się epidemii i śmiercią. Jeśli wpakuje się tą wycieczkę prosto w hordę zombie... no cóż, w każdym sezonie musi w końcu pojawić się horda.
Chyba nikt nie musi zastanawiać się, o jaką dwójkę mi chodziło. Nawet jeśli nie należą do czyichś ulubieńców, to nietrudno zauważyć, jak wielką sympatię zdobyli Michonne i Daryl. Dixon przeszedł przez cały serial niesamowitą ewolucję. Zmienił się z podejrzanego motocyklisty o nieuczciwych zamiarach i rasistowskich poglądach w prawdziwego i lojalnego członka swojej grupy - który działa kiedy trzeba, gotów nawet poświęcić własne życie, jeśli miałoby to pomóc reszcie. A Michonne, która z kataną w ręku i szwędaczami na łańcuchach, była po prostu niesamowicie kozacka, zyskała w ostatnim odcinku kilka ludzkich rysów i pokazała się nam z tej wrażliwej strony.
A jako, że sytuacja w którą się wpakowali wygląda na poważną, to szykuje nam się kilka odcinków z niesamowitymi wyczynami tej dwójki. Trudno powiedzieć, co robi z nimi Stookey, o którego jak do tej pory wszyscy raczej się potykają. Dobrze jednak, że wyruszył z nimi Tyresee i znalazł jeszcze ułamek chęci do życia. Co z tego, że ten ułamek stanowi gniew i chęć wywarcia okrutnej zemsty na skrytym w więzieniu mordercy. Może do tej pory Chad Coleman nie popisał się specjalnie, a nawet nie miał ku temu możliwości. Był po prostu jeszcze jednym ocaleńcem, chociaż wzorowanym na bardzo ważnej komiksowej postaci. Świetne pokazał nam teraz zwierzęcy niemal gniew i determinację Tyreese'a. Przeczuwałam też trochę, że nie da się zjeść w aucie. Filmowa konwencja ucieczki przed liczebną przewagą wymagała, by w ostatniej scenie jego młotek znienacka rozwalił czaszkę jakiegoś zombie.
Najwyraźniej Carol jest dla czwartego sezonu tym, kim dla trzeciego była Andrea - chce dobrze, ale nie jest w stanie przewidzieć koszmarnych konsekwencji. Domyślam się, że to, co wyjawiła Rickowi w tym odcinku nie przysporzy jej fanów. Nie potrafię jednak jej znielubić, ale też nie chcę tłumaczyć jej poczynań (podobnie było z Andreą). Mam za to wrażenie, że może kogoś chronić, biorąc winę na siebie. Oby nie okazało się jednak, że przekombinowuję i za bardzo analizuję to drastyczne podejście do zakażonych.
Ten odcinek był jak chwila oddechu. Było dużo scen przegadanych (w pozytywnym znaczeniu tego słowa) - refleksji, pretensji, konfrontacji, a zagrożenie ze strony zombie wydało się umniejszone i odsunięte na dalszy plan. Wiemy w końcu od początku, że żywych w TWD też należy się bać.
Ten odcinek był jak chwila oddechu. Było dużo scen przegadanych (w pozytywnym znaczeniu tego słowa) - refleksji, pretensji, konfrontacji, a zagrożenie ze strony zombie wydało się umniejszone i odsunięte na dalszy plan. Wiemy w końcu od początku, że żywych w TWD też należy się bać.
środa, 23 października 2013
The Walking Dead 4x02: Infected
Temu odcinkowi należałoby nadać podtytuł "Jakby tego było mało..."
Widzowie zostali właściwie przygotowani w zeszłym tygodniu. Namiastka sielanki nie mogła trwać dłużej, a Patrick w końcu wyczłapał z łaźni i wgryzł się w kogoś. Mogło wydawać się, że po brutalnym początku - ludziach zaatakowanych w ich własnych celach, nic gorszego nie może się zdarzyć.
Ale Patrick musiał umrzeć przez coś, dlatego też przez ten sezon będziemy oglądać zmagania ocalonych z wrogiem wewnątrz - chorobą, która w takich warunkach okazuje się śmiertelna i na pewno nie skończyła zbierać żniwa. Dorzućmy do tego nadgorliwego rezydenta, który za najlepsze rozwiązanie uważa ogień, i karmiciela szwędaczy. Z początku wydawało się bowiem, że nowi mieszkańcy mogą być zbędni, potem okazali się przydatni i pracowici. Teraz jednak okazali się bardzo poważnym zagrożeniem.
Ale Patrick musiał umrzeć przez coś, dlatego też przez ten sezon będziemy oglądać zmagania ocalonych z wrogiem wewnątrz - chorobą, która w takich warunkach okazuje się śmiertelna i na pewno nie skończyła zbierać żniwa. Dorzućmy do tego nadgorliwego rezydenta, który za najlepsze rozwiązanie uważa ogień, i karmiciela szwędaczy. Z początku wydawało się bowiem, że nowi mieszkańcy mogą być zbędni, potem okazali się przydatni i pracowici. Teraz jednak okazali się bardzo poważnym zagrożeniem.
Serial coraz bardziej zaczyna przypominać komiksowy pierwowzór - szczególnie pod względem ilości krwi, wnętrzności i wszelkich obrzydliwych rzeczy, które wiążą się z epidemią zombie. Wulgarnego języka raczej tu nie uświadczymy (a tej w komiksie było sporo), dodatkowo intymne kontakty między bohaterami też zostały zredukowane i uromantycznione, ale od strony wizualnej to, co widzimy w telewizji, coraz bardziej przypomina narysowany ostrą kreską pierwowzór.
Cieszy mnie też, że w niektórych przypadkach twórcy postanowili odejść od wiernego przenoszenia charakterów na ekran - mam tu na myśli głównie Carol. W komiksie rozchwiana emocjonalnie, irytująca i znacznie młodsza, w serialu przeszła wielką metamorfozę. Zaczynała jako maltretowana żona, by teraz na własną rękę uczyć dzieci unieszkodliwiania zombie. Dodatkowo służy jako plaster leczniczy na większość problemów - to właśnie do niej ciągnie większość bohaterów by się wygadać, bądź to ona stara się komuś pomóc. Może to sprawi, że widzowie, krytykujący ją za bezużyteczność, zmienią o niej zdanie?
Ustalone już chyba zostało, że jeżeli nie jesteś Glennem i Maggie, to nie masz szans na miłość, czy po prostu bliższy kontakt z osobą przeciwnej płci. Możesz znaleźć się w gronie podejrzanych - jak Carol i Daryl, których ciągnie do siebie w jakiś sposób. Ale kiedy pojawiłeś się w poprzednim sezonie jakieś dwa razy, to bardzo szybko posłużysz jako np. karma dla szwędaczy, czy chorując i nie dożywając drugiej randki. W "Star Treku" z lat 60. najkrótszy żywot dawało ci noszenie czerwonego uniformu; w "Walking Dead" ten sam efekt osiągasz przenosząc się do więzienia z Woodbury.
Niestety, nie nauczyłam się jeszcze, że rozbiegówkę kolejnego odcinka należy zignorować. Wiem oczywiście, że następny odcinek będzie mocno trzymał w napięciu, ale równocześnie próbuję w najbardziej absurdalne (i zapewne nieprawdziwe) sposoby zidentyfikować niektóre zombie...
Niestety, nie nauczyłam się jeszcze, że rozbiegówkę kolejnego odcinka należy zignorować. Wiem oczywiście, że następny odcinek będzie mocno trzymał w napięciu, ale równocześnie próbuję w najbardziej absurdalne (i zapewne nieprawdziwe) sposoby zidentyfikować niektóre zombie...
wtorek, 15 października 2013
The Walking Dead: 30 Days Without an Accident
Czyżby najbardziej oczekiwany powrót jesiennej ramówki? Patrząc po rankingach oglądalności - zdecydowanie tak! A patrząc z perspektywy wydarzeń pierwszego epizodu - na ten tytuł "Walking Dead" całkowicie sobie zasłużył.
To było naprawdę mocne rozpoczęcie sezonu. Zafundowano nam odpowiednią równowagę między przedstawieniem nowych postaci, ich związków z głównymi bohaterami, a ukazaniem dobrze ogarniętego już życia w więzieniu (co zahaczało niemal o sielankę, szczególnie gdy Darryl został nazwany "pookie"), dorzucono kilka chwil czystego szaleństwa i trochę refleksji. A jako, że to świat opanowany przez żywe trupy, to nie oszczędzono nam porządnej dawki gore'u i niespodziewanego ataku zombie na wejście.
Ten ostatni motyw, chociaż powtarzany w poprzednich sezonach po kilka razy, teraz nabrał nowej formuły, a przez to świeżości. Do tej pory horda zombiaków pojawiała się w okolicy truchtając sobie spacerkiem przez świat. Logiczne, ale z biegiem czasu trochę nudne. Fakt, że tym razem lądowały bohaterom na głowach, trącił trochę czarnym humorem, równocześnie będąc przerażający.
Jednak najmocniejszą scenę zachowano dla Ricka. Szeryf, który jeszcze w poprzednim sezonie balansował na granicy szaleństwa i okupił to bolesnymi konsekwencjami, teraz stanął oko w oko z tym, czym mógł się stać. To ta scena trzymała mnie bardziej na krawędzi krzesła, niż walka ze szwędaczami w supermarkecie. Od pierwszych sekund dało się wyczuć, że ze spotkaną w lesie kobietą nie wszystko jest w porządku. Można było pomylić ją z zombie, a potem przez chwilę pomyśleć, że ma jakiś związek z "zaginionym w akcji" Gubernatorem (tylko dlatego, że jego wątek właściwie się urwał). Koniec końców miała chyba tylko przypomnieć Rickowi, że cały czas łatwo jest zwariować po tych wszystkich przeżytych i zrobionych okropieństwach. Że już nie będzie się nigdy tym samym człowiekiem, na swój sposób tracąc człowieczeństwo, jak zombie. I że nie można tracić czujności nawet na sekundę.
A łatwo o to, kiedy więzienie stało się prawdziwą ostoją, razem ze zbudowanymi na jego terenie zagrodami, ogródkiem, kiedy bohaterowie odzyskują te ułamki dawnego życia - na przykład mogąc słuchać mptrójki podczas prac ogrodniczych. Najwyraźniej okularnicy w "Walking Dead" mają z góry określone przeznaczenie - marudzić, a potem ugryźć jednego z głównych bohaterów (oby wtedy nikt nie miał żalu do Carol, że uczyła dzieci posługiwania się nożami). Ten zignorowany, chory chłopak na pewno zaważy na czyimś losie, biorąc pod uwagę, że zasłużył na cliffhanger.
sobota, 6 kwietnia 2013
Don't Dead, Open Inside!
Dwa i pół sezonu zmarnowane, bo należę do tych bojaźliwych, którym po horrorze z zombie roją się w głowach różne scenariusze. Trochę, jak z tym irracjonalnym strachem z dzieciństwa, że w okolicznym basenie pojawi się nagle rekin. Jak się okazuje, człowiek nie jest osamotniony w takich rozmyślaniach. A kiedy już zwalczy w sobie paranoję, to nadrabia pewne rzeczy. Hurtowo!
Hurtowe oglądanie seriali ma swoje dobre i złe strony. Człowiek cały czas jest "w temacie" i niepotrzebne mu są przypomnienia. Ale bardzo często stwierdzenie "jeszcze jeden odcinek" przeciąga wieczorny seans na całą noc. Rodzi się też uczucie zbyt szybkiego końca. To samo zdarza się, gdy wchodzimy po schodach i wydaje nam się, że mamy przed sobą jeszcze jeden stopień, przez co stopa trafia w pustkę. Odcinek finałowy zdarza się wtedy zbyt szybko i niekoniecznie robi tak duże wrażenie, jak odcinki finałowe mają w zwyczaju.
Co dzieje się w dużych miastach? Czy wszędzie sytuacja wygląda, jak w Atlancie, czy są jakieś większe azyle? Czy są tam jacyś ocaleni? Bo niemożliwe przecież, że lokatorzy więzienia i Woodbury byli jedynymi żywymi. Czy ta epidemia opanowała tylko Stany, tylko Ameryki, czy dosięgnęła cały świat? Czy ktoś gdzieś jeszcze pracuje nad lekarstwem? A co, jeśli gdzieś lekarstwo już jest? Co z takimi grupami, jak politycy, aktorzy (skojarzenie z Billem Murray'em nasuwa się chyba samo) naukowcy i celebryci? Czy istnieje szansa, że nasi dzielni bohaterowie natkną się kiedyś na sławnego zombie? Skoro zombie rozkładają się (przykład wlókł się po trawniku w pierwszym odcinku), to czy za jakiś czas skażony teren nie będzie usłany charczącymi stertami kości i zniszczonej odzieży? Skoro zombie cały czas żrą, to czy się wypróżniają? Dlaczego zwykle wloką się wolniej niż spacerujący człowiek, to w lasach pojawiają się znikąd i bez hałasu, jak ninja? Ile benzyny może być dostępne w okolicy? Od niej w dużej mierze uzależnione jest bytowanie całej grupy. Jak długo będą mogli zostać w więzieniu, skoro nie tylko paliwo, ale i żywność może się skończyć? Dlaczego tylko Carl ma tłumik? Dlaczego Daryl używa kuszy, by nie przyciągać zombie hałasem, ale jeździ głośnym, odsłoniętym motorem? Czy scenarzyści "zshipują" go z Carol, wywołując tym samym pianę na usteczkach jego fanek? Dlaczego Rick nie chciał z początku przygarnąć Tyreese'a i reszty (silnych i sprawnych ludzi, którzy radzili sobie świetnie bez broni palnej), ale potem przywiózł sobie cały autobus dzieci i starych bab? Gdzie jest Gubernator? Dlaczego pierwsze spojrzenie na Miltona, naukowca-okularnika (który chciał równie dobrze, jak Andrea), mówiło otwarcie "to ja wykręcę numer mojemu wybawcy, bo za późno zorientuję się, że facet to psychol i sadysta"? Dlaczego widzowie uważają, że niepokazanie postaci strzelającej sobie w głowę musi od razu oznaczać, że owa postać przeżyła, nawet jeśli się poważnie wykrwawiała lub została ugryziona? Dlaczego Rick nie chciał wziąć Pomarańczowego Plecaka, skazując go tym samym na śmierć? Pomarańczowy Plecak także przeżył miesiące, prawdopodobnie sam przez dłuższy okres czasu, więc pewnie potrafił sobie poradzić. A na pewno świetnie biegał. Byłby też dozgonnie wdzięczny za azyl, a przez to bardzo skory do pomocy i obrony. Czy wszyscy nadal cieszą się, że obrali Ricka na swojego przywódcę? Czy "duch Shane'a" będzie prześladował Szeryfa za sprawą poczynań Carla? Czy Chandler Riggs w końcu nauczy się grać? Czy wszyscy cieszą się, że Lori przestała ukazywać się na spacerniaku? I że w ogóle zniknęła z serialu?
Pozwolę zostawić sobie na razie te pytania bez odpowiedzi. Poczekam, aż skusi mnie powtórka całości.
Zapewne bardzo niedługo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







